Kategoria: krótkie opowiadania

Suseł Snu szuka pracy

Pewnego dnia Suseł Snu postanowił poszukać pracy. Pomagały mu Małe Zwierzątka.
– Mógłbyś zostać senior-ekount-egzekiutiwem – sylabizowało Pierwsze Małe Zwierzątko.
– Hm…
– Lepiej ad-sejls-menedżerem – zasugerowało Drugie.
– Ech…
– Albo onlajl-editorem – podpowiedziało Trzecie.
– No nie wiem…
– Mam! – zawołało Najmniejsze Zwierzątko. – Coś dla ciebie, suśle! Zostań menedżerem ds. relacji z panelistami!
Zwierzątka zrobiły wielkie oczy.
– Panelistami? Może panelami?
– Że niby kładziesz się na panelach w sklepie i zdajesz relację?
– Pewnie każdy sklep chciałby reklamować się wygodnie rozpartym na panelach susłem, zadowolonym z relacji, jaką jego ciałko nawiązuje z gładką powierzchnią dębu rustykalnego…
Suseł Snu kręcił nosem.
– Nie takiego ogłoszenia szukam.
– A jakiego?
– „Susłom – z wyżywieniem”.

Reklamy

Suseł Snu pragnie nowego „ja”

Pewnego dnia Suseł Snu zobaczył w lesie ogłoszenie: „Metamorfozy. Zamiana w chomiki. Zrób sobie spiżarnię na zimę!”

Chomicze poliki przywodziły Susłowi na myśl fałdki tłuszczu, podniecająco kołyszące się przy każdym ruchu. „Wchodzę w to” – pomyślał.

W gabinecie metamorfoz powitał go roześmiany paszczolog.

– Witam serdecznie! Pan szanowny chciałby zmiany? Rozległej przestrzeni okołozębowej, by ulubiony orzeszek zawsze nosić przy sobie? Czy też nowego postmodernistycznego imadżu wykorzystującego transgatunkową deformację?

– Chcę być bardziej seksi – przyznał suseł.

– Ach! Rozumiem! Powodzenie u innego gatunku, lepiej ścigać chomiczka niż dogonić go… No to zapraszam na fotelik, wypiłujemy ze dwa ząbki i metamorfoza gotowa!

W rękach paszczologa pojawiły się wiertła i obcęgi. Suseł zrobił wielkie oczy.

– Szanowny panie – zauważył łagodnie paszczolog – pan oczywiście rozumie, że to nie jest zabieg dla mięczaków.

– To ja przepraszam – powiedział cichutko suseł, po czym pożegnał się i wyszedł.

„Pieśni żywych skał” już do kupienia

o3 Miło mi poinformować, że trzecia część trylogii „Doliny mroku” właśnie znalazła się w sklepach jako ebook.

„Pieśni żywych skał” można kupić m.in. na virtualo.pl lub w Merlinie.

Tym samym w Merlinie jest dostępna cała seria.

Serdecznie dziękuję Jackowi Goliatowskiemu za przygotowanie okładki. Jacek jest obecnie art direcorem w Robo Translation i dziennikarzem YourApps.info, a wcześniej pracował m.in. jako art director w „Fanasy” i „Clicku”.

Książkę wydałam w systemie selfpublishingu. Oznacza to, że nie będzie miała żadnej oficjalnej promocji. Jeśli zatem komuś się spodoba, serdecznie proszę o udostępnianie informacji o jej istnieniu!

Ja, naturalnie, czekam na komentarze i wrażenia. Bardzo jestem ciekawa, co sądzą o zakończeniu trylogii ci, którzy przeczytali dwa pierwsze tomy.

A na pasku na górze umieściłam prolog książki, rozdział 1 i rozdział 2. Zapraszam do lektury!

 

 

Suseł wspiera menedżera

Późną jesienią w jamce Susła Snu pojawił się Znerwicowany Menedżer.
– Suśle – zaczął, skrobiąc ekranik ajfona – duszę się w dżungli korporacji. Dzień po dniu muszę przekuwać „nie” w „tak”. Przedzieram się przez gęstwinę odmowy, potykam o korzenie zaprzeczeń…
Suseł podniósł łapkę.
– Rozumiem. Potrzebujesz wsparcia. Bezwarunkowego.
– Myślałem o psie – przyznał Menedżer. – Może jamnik?
Suseł wstał, otworzył kredens. Chwilę później podał gościowi pudełko.
Menedżer zajrzał do środka.
– Żaba? – zdumiał się.
– Żaba – potwierdził Suseł – najlepszy przyjaciel upper menedżmentu.
– Płaz?…
– Bezogonowy. Zajrzyj mu w oczy.
Menedżer zajrzał.
– To co widzisz, to akceptacja, aprobata i przyzwolenie. Żaba zawsze patrzy ze zrozumieniem. Nie dostrzeżesz w niej nawet cienia wątpliwości, żaba jest nieustannie na tak!
– Kum! – potwierdziła żaba.
– I jeszcze kumka afirmacyjnie – spostrzegł Menedżer. I zdecydował: – Biorę.

Po wyjściu Menedżera suseł odsunął szufladę kredensu. Z szuflady wyjrzały dziesiątki żabich oczu.
– I po co się było TAK martwić? – zapytał suseł z uśmiechem. – Wystarczy odpowiednio wyeksponować swoje mocne strony – i nawet w korporacji przezimujecie!

Imperatyw kategoryczny Susła Snu

Kiedy Rozchichotany Jeż przydreptał do jamki Susła Snu, suseł nie był sam. Tuż przed nim na porcelanowym talerzyku leżała beza. Suseł wpatrywał się w nią intensywnie.

– Pięcioch mięcioch – zaczął Jeż. Znaczyło to – piątka, mięczaku – i stanowiło aluzję zarówno do cech fizycznych, jak i psychicznych susła.

– Strzała, kolczasty – mruknął suseł, nie odrywając wzroku od bezy.

– A może byśmy na słoneczko, senny? Między jagódki, grzybki, listki żółknące, pszczółki bzyczące?

– Hm…

– Moglibyśmy potoczyć nosami krągłe jabłuszka po kępach mchu…

Suseł podniósł oczy na jeża.

– Albo pogonić orzeszki leszczynowe wiewiórom…

Suseł sapnął.

– Albo z jeżynowego chruśniaka przepłoszyć myszowate…

– Niech cię nie zwiedzie mój bezruch – oświadczył suseł. – Ja tu toczę twardą wewnętrzą walkę – i znów wbił wzrok w bezę.

– Ty? Twardą? – zachichotał jeż. – Śpiący, nie traćmy jesieni. Wciągaj tego ciastocha XXL…

Ledwie to powiedział, suseł zmarszczył brwi i zawinął łapki na piersiach.

– Ależ ziomie leśny – zdumiał się jeż. – Chyba się nie obraziłeś?

Suseł milczał ponuro.

– Na mnie, za ciastocha?

Suseł zmierzył go kamiennym spojrzeniem.

– Posłuchaj – zaczął – tu, gdzie się znajdujesz, nigdy, ale to przenigdy – rzekł poważnie – nie wolno żartować z pokarmu.

Suseł Snu wkracza na czerwony dywan

W poszukiwaniu tematów wakacyjnych do jamki Susła Snu zawitała telewizja śniadaniowa.
– Prezentujemy dzikie gatunki, które żyją blisko człowieka – wyjaśniła telewizja. – Suśle, będziesz miał wejście po jeżu.
– A wyjście? – zapytał suseł, wciągając brzuch. – W ogóle to potrzebuję pomady do wąsów. I, jeśli mogę coś zasugerować, najlepiej prezentowałbym się na damie, jak ta słynna łasiczka. Mogę wygiąć nóżkę i dać się posmyrać po szyjce. Co do damy, powinna mieć urodę klasyczną…
– Suśle – wtrąciła się telewizja. – Pomyśl lepiej, czym chciałbyś się podzielić z widzami.
– Mam wiele ważkich przemyśleń – odparł płynnie suseł. – Mogę mówić o kulinariach, seksualiach, upadku obyczajów lub o wszystkich tych trzech rzeczach na raz. I koniecznie wspomniałbym o szkodliwych mitach typu zakaz dokarmiania dzikich zwierząt…
– Suśle! Najpierw zastanów się, jak się przedstawisz! Damy ci chwilę, żebyś…
– Jestem gotowy – suseł zrobił stójkę.
– Już? – zdziwiła się telewizja.
– Tak.
– Na pewno? Może chciałbyś skonsultować się ze specjalistą od kształtowania wizerunku?
– To nie jest konieczne – suseł wypiął pierś – zaczynajmy.
– No dobrze. A więc – trzy, dwa, jeden – wyliczyła telewizja i podniosła mikrofon do ust – Szanowni państwo, dzisiejszego ranka jest z nami…
– Suseł – powiedział suseł głośno i wyraźnie. – Najpiękniejszy ze ssaków.

Suseł Snu i sztuka bzyku

W lesie panował upał. Trawka zżółkła, dróżki błyszczały piaskiem, polanki wypełniał gorący aromat szyszek.

Aż tu nagle…

– Bzzz! – podniósł alarm patrol komarzyc. – Ssak na horyzoncie!

– Sśij ssaka! – zafurczał okrzyk bojowy gzów.

– Ssaka żądam i użądlę! – zaintonowały meszki.

– O ssaku marzę na tej Saharze! – zanuciły ślepaki.

– Stań u drzwi! Trzeba krwi! – zabzyczały wszyskie insekty chórem.

 

Najmniejsze Zwierzątko, które wystawiło nosek spomiędzy liści, wycofało się  między zbite ciasno krzaczki.

– I jak jest? – zapytały Małe Zwierzątka, które czekały w gęstwinie.

– Słabo – westchnęło Najmniejsze. – Ani jednej ody do ssaka, żadnego sonetu o smaku ssaczej krwi. Nawet na lirykę miłosną do gryzonia się nie wysiliły – tylko rymują po częstochowsku i cytują Broniewskiego.

– Tak bez inwencji własnej? – zasmuciło się Pierwsze. – Bez metafor?

– Naprawdę nie bzyczą nic o dożynkach? – dopytywało się Drugie. – Ani o Jakubie Szeli?

– Nic o czerwonym morzu w czasie rzezi Pragi? – chciało się dowiedzieć Trzecie.

Najmniejsze pokręciło główką.

– Idea mecenatu nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością… – oświadczyło. – Być może w tym roku przyjdzie nam utoczyć krwi dla złej sztuki.