„Człowiek, który poznał nieskończoność”, czyli niezwykła historia matematycznego geniusza

W 1913 r. do Godfrey Harolda Hardy’ego, najwybitniejszego matematyka angielskiego tamtych czasów, przyszedł list. Nad adresem Cambridge widniały znaczki z Madrasu. Hardy, 37-letni wykładowca słynnego Trinity Collage, ekscentryczny, buntowniczy i żądny nowości, zamknął „Timesa” i rozciął kopertę. Starannie wykaligrafowane litery składały się w proste słowa. Hinduski urzędnik niskiego szczebla prosił go o ocenę swoich prac matematycznych.

Hardy przebiegł wzrokiem kartki i odłożył je na stół. Był bliski wyrzucenia przesyłki. Często dostawał wiadomości od szaleńców, przekonanych, że udało im się odkryć wzór na istnienie Boga lub udowodnić prawdziwość protokołów Mędrców Syjonu. Hardy podejrzewał, że z dalekich Indii napisał do niego kolejny nieszkodliwy wariat.

A jednak coś w liście nie dawało mu spokoju. Wrócił do niego wieczorem. Czytał uważnie, po czym poszedł do mieszkania kolegi, Johna Littlewooda, drugiej gwiazdy ówczesnej brytyjskiej matematyki. Spędzili nad listem cały następny dzień, studiując jego zawartość.

W końcu wydali osąd – z Indii do Hardy’ego napisał nie maniak, ale nieznany matematyczny geniusz.

Pierwsze życie Sriniwasy Ramanujana

Autor listu urodził się dwadzieścia trzy lata wcześniej w południowych Indiach, w mieście Kumbakonam, trzysta kilometrów od Madrasu. Należał do najwyższej hinduskiej kasy – braminów – jednak jego rodzice byli bardzo biedni. Ojciec pracował jako sprzedawca tkanin, matka dorabiała śpiewem w świątyni. Zdarzało się, że w domu brakowało jedzenia, a Sriniwasę Ramanujana dokarmiali znajomi i sąsiedzi.

Chłopak od najmłodszych lat zdradzał zdolności matematyczne. Przez pierwsze klasy szkoły przechodził jak burza. Szkołę średnią ukończył z tak dobrym wynikiem, że zdobył stypendium do miejscowego college’u. Jednak wówczas w jego losie nastąpił pierwszy z gwałtownych zwrotów.

W ręce Ramanujana przypadkiem wpadła pewna książka. Był to podręcznik dla angielskich studentów matematyki napisany przez zwykłego korepetytora. „Przegląd podstawowych zagadnień matematyki teoretycznej” przeraziłby laika – zawierał niemal wyłącznie równania. Strona po stronie ciągnęło się pięć tysięcy twierdzeń, pozbawionych komentarza czy choćby podstawowych wyjaśnień. Po prostu wzór za wzorem, odzwierciedlające stan wiedzy matematycznej z połowy XIX wieku.

Ramanujan przeczytał tę książkę – i został uwiedziony. Od tej pory w jego życiu liczyła się tylko matematyka. Zrezygnował z uczenia się czegokolwiek innego. Utracił stypendium, nie skończył college’u – ani tego, ani następnego. Następne kilka lat spędził na werandzie domu swoich rodziców, na ich utrzymaniu, z tabliczką do pisania na kolanach. Zajmował się obsesyjnie matematyką: szeregami zbieżnymi i rozbieżnymi, liczbami pierwszymi, teorią liczb – i sam, bez jakiejkolwiek zachęty – zaczął tworzyć własne twierdzenia.

Więcej niż jeden wzór

Historię Ramanujana opisuje książka „Człowiek, który odkrył nieskończoność” Roberta Kanigela. Autor, pisarz popularnonaukowy związany z MIT, stworzył świetną biografię – wielowymiarową, wciągającą, drobiazgowo udokumentowaną. Znakomite nowojorskie wydawnictwo Scribner’s (to samo, w którym wydawał Thomas Wolfe, ukazany w niedawnym filmie „Geniusz”) umożliwiło mu zbadanie źródeł zarówno w Indiach, jak i Wielkiej Brytanii. W rezultacie dostajemy skrupulatny opis krajów, z których pochodzili zarówno Ramanujan, jak i Hardy.

Co jadali prawowierni bramini? Jak się ubierali, w co wierzyli? Jak wyglądały ich domy, ulice ich miast? Jakie znaczenie miały dla nich religijne obrzędy? I z drugiej strony – co składało się na kulturę uniwersytecką Cambridge początku XX wieku? Jakich ludzi formował ten uniwersytet? Co ceniło się w środowisku intelektualnym? Odpowiedzi na te pytania budują dwa światy, które spotykają się ze sobą w 1914 r., kiedy na zaproszenie Hardy’ego Ramanujan przyjeżdża do Trinity College.

Kanigel nie zrezygnował również z pokazania nam trzeciego – matematyki teoretycznej. W przedmowie uczciwie uprzedza, że zdecydował się przedstawić matematyczne dokonania Hindusa. Tym samym złamał żelazną zasadę pisarstwa popularnonaukowego,  mówiącą, że jedyny wzór, jaki zniesie czytelnik, to e=mc2…

Chwała mu za to. Obszerne fragmenty tłumaczące prace Ramanujana należą moim zdaniem – obok opisów kultury Trinity Collage – do największych wartości tej książki. Sprawdzają nie tyle, ile pamiętamy z matematyki, ale raczej, czy chce nam się myśleć. No i są bardzo ciekawe. Wyobraźmy sobie długie jesienne miesiące 1916 czy 1917 roku, kiedy w Europie toczy się okrutna wojna, a w ciemnym i zimnym Cambridge genialny Hindus z równie wybitnym Brytyjczykiem tygodniami próbują znaleźć stworzyć wzór na ilość liczb pierwszych w określonym przedziale liczbowym…

Drugie życie Ramanujana

Wzór ten powstał i należał do trzech największych osiągnięć Ramanujana. Inne to twierdzenie o liczbie rozkładów dowolnej liczby n oraz odkrycie pozornych funkcji theta. Więcej nie zdążył dokonać. W czasie czterech lat, które spędził w Anglii, niedożywienie i głęboka samotność sprawiły, że rozwinęła się u niego gruźlica . Po zakończeniu wojny wrócił do Indii, ale nie zdołał już objąć czekającej na niego katedry na uniwersytecie w Madrasie. Zmarł w wieku zaledwie 32 lat. Do końca zajmował się abstrakcyjną matematyką.

I to ona właśnie – obok bajkowej historii o „odkryciu” Ramanujana przez Hardy’ego – prowadzi do najciekawszych pytań, jakie wynikają z książki Kanigela. Talent Ramanujana, genialna intuicyjna umiejętność znajdowania twierdzeń matematycznych, dotyczył nauki nie mającej absolutnie żadnego przełożenia na rzeczywistość. Tego, co robił Ramanujan, nie da się wykorzystać w żaden praktyczny sposób – ani do znalezienia lekarstwa na raka, ani do budowania szybszych samolotów, ani nawet do odkrywania tajemnic kosmosu. Twierdzenia Ramanujana są interesujące tylko dla kilkuset matematyków na świecie, i to tych wyłącznie, którzy zajmują się teorią liczb. Tak naprawdę tylko oni są w stanie w pełni pojąć, docenić i zachwycić się samorodnym geniuszem Hindusa.

Pozostali zaś – jak ja – mogą jedynie pozazdrościć Ramanujanowi życia poza przymusem praktyczności. Zajmował się matematyką dla jej czystego piękna. Tylko tyle. Aż tyle?

Poza okładką

Książka straszy złą okładką – plakatem z niedawnej jej ekranizacji z Jeremym Ironsem w roli Hardy’ego. Film jest poprawny, ale średni, i raczej nie zdobył szerokiej publiczności, więc sens promowania nim biografii Ramanujana wydaje mi się dyskusyjny. Zrażać nie należy się też chropowatym prologiem, dopiero po nim rozpoczyna się właściwa lektura. Książkę czyta się łatwo, z zainteresowaniem i przyjemnością. Polecam.

Robert Kanigel, Człowiek, który poznał nieskończoność, Świat Książki, 2017

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s