„Klasztor” Zachara Prilepina, czyli szalona sołowiecka odyseja

prilepin„Klasztor” to książka, której czytanie boli. Dosłownie. Główny bohater, Atriom Goriainow, jest więźniem okrutnego sowieckiego łagru. Jego każdy dzień to igranie z ogniem. Kiedy ma szczęście, najada się do syta, odpoczywa, nawet przeżywa miłość. W dni, w które fortuna się od Atrioma odwraca, chłopak pracuje kilkanaście godzin zanurzony w lodowatej wodzie. Zostaje pobity do nieprzytomności. Musi zakopywać zwłoki pomordowanych przyjaciół. Albo trafia w samej bieliźnie do karceru, gdzie temperatura w nocy spada do zera, a wiatr nawiewa śnieg na pryczę.

Wszystkie te nieszczęścia, stanowiące kręgosłup fabularny powieści, opisane są żywo, szczegółowo, plastycznie. Dla wrażliwych lektura staje się wyzwaniem – utożsamiamy się z Atriomem rzucanym w różne kręgi sołowieckiego piekła. Nie ma co przy tym liczyć na emocjonalny odpoczynek. W odróżnieniu od rosyjskich klasyków, do których porównuje się „Klasztor”, w tej książce chodzi o akcję. O wywoływanie mocnych emocji, niekiedy nawet – szokowanie.

Książka

Ta wielka, ponad 700-stronicowa powieść opisuje autentyczne miejsce: pierwszy sowiecki obóz pracy, założony w latach 20. XX wieku na Wyspach Sołowieckich. Więzienie mieściło się w odebranym mnichom monastyrze – stąd tytuł. Łagier sołowiecki był obozem eksperymentalnym. Władze testowały, jak zorganizować więzienie, które będzie nie tylko ośrodkiem izolacji i eksterminacji, ale również wydajnym przedsiębiorstwem. Na Sołowkach więźniowie zajmują się więc m.in. rybołówstwem, pracują w tartaku, prowadzą fermę lisów. Tworzą mikrokosmos, w którym działa teatr, wydaje się gazetę, a na rocznicę rewolucji urządza się imprezę sportową.

Brzmi to dość normalnie: nienormalne kryje się w barakach, gdzie po drobnej utarczce można zostać zamordowanym. W pracy, gdzie więźniowie są dręczeni przez dziesiętników. W karcerze, gdzie z zimna, głodu i strachu tracą rozum. Komendant obozu Eichmanis (wzorowany na postaci autentycznej – Eichmansie) nie przeciwstawia się okrucieństwu, ponieważ uważa, że to skazani sami sobie gotują piekło. Skazani tworzą zaś prawdziwą mozajkę – siedzą tu i biali, i dawni arystokraci, i pierwsi czerwonoarmiści, i chłopi, i leningradzcy poeci. Krótko mówiąc, cała Rosja.

Jeśli chodzi o tzw. głębszą wymowę, można ją sprowadzić do niezbyt odkrywczego – nie ma sprawiedliwych. Wszyscy, włącznie z Atriomem, w odpowiednich okolicznościach zdolni są do najgorszych podłości. „Klasztor” jest nasycony wielobarwnym złem (i zwariowanym szaleństwem!) do samego jądra.

Styl

Opowieść skupia się na przygodach Atrioma i ani na chwilę go nie odstępuje (pomijając wieloczłonowe zakończenie). W pewnym momencie może to znużyć, ale akcja toczy się prędko, karuzela raz wynosi Goriainowa do raju, raz zwozi do najgorszego piekła. „Klasztor” jest doskonale napisany i równie świetnie przetłumaczony – to proza pełna porównań, epitetów, plastyczna i sensualna, taka trochę literatura 3D, która oddziałuje na wiele zmysłów. Zawiera fragmenty zostające w pamięci na długo (np. o zakrętach losu, które doprowadziły do tego, że każdy z nas się urodził), oraz takie, które budzą podziw sprawnością warsztatową (np. chyba najlepszy opis męskiej masturbacji, jaki czytałam – a w tej kategorii, jak wiadomo, konkurentów jest wielu). Zaczyna się mocną sceną, która od razu przemawia do wyobraźni i pokazuje, czego się po książce spodziewać – i pozostaje mocna do samego końca.

Dla mnie lektura była przygodą, niemal do ostatnich stron. Piszę „niemal”, ponieważ pod sam koniec pojawiają się zdania – dosłownie trzy! – które w moich oczach znacząco zmniejszyły dokonanie, jakim jest „Klasztor”. Jakie to zdania? Zanim odpowiem na to pytanie, wypada wspomnieć o enfant terrible – autorze powieści.

Autor

„Klasztor”, najnowsza powieść Zachara Prilepina, trafiła na polski rynek bez fanfarów. Poświęcono jej parę krótkich recenzji. Nikt nie zrobił wywiadu z Prilepinem, promocja była więcej niż skromna. Odnotowuję te fakty bez zdziwienia: dla polskich podniebień autor „Klasztoru” jest daniem co najmniej ciężkostrawnym. Najlepszy obecnie rosyjski pisarz, filolog z wykształcenia, pracował po studiach jako milicjant, a później, jako żołnierz specnazu, odbył dwie kampanie w Czeczenii. Określa się jako nazbol (czyli zwolennik nacjonalbolszewizmu), zakamieniały wróg liberalizmu i gospodarki rynkowej – wypisz wymaluj, modelowy czarny charakter z polskiej czytanki.

Ktokolwiek zajmuje się „Klasztorem”, opatruje swoje rozważania obowiązkowym ostrzeżeniem czytelnika przed Prilepinem. Uważaj, to napisał rosyjski nacjonalista! Książka jest świetna, tylko ten autor… Wydawca nie zawahał się nawet przed umieszczeniem na okładce cytatu z recenzji, który zawiera sformułowanie, że można się z Prilepinem nie zgadzać, ale nie wypada go nie czytać. Przyznaję, że trochę mnie to nasze uwrażliwienie na rosyjską odmienność zdumiewa. Dostojewski też był potworem, a jeśli wziąć pod uwagę jego poglądy – nacjonalistą i polakożercą. Jednak jego dzieło oceniamy bez odżegnywania się od autora. Da się.

Finał

Gorzej gdy autor miesza samego siebie do powieści. A tak się dzieje na końcu „Klasztoru”. Narrator, którego można utożsamiać z Prilepinem, wypowiada wówczas znamienne zdania: „Nie przepadam za władzą sowiecką. Tylko że szczególnie nie lubi jej pewien typ ludzi, którymi z zasady się brzydzę. To mnie z nią godzi”.

No i tu powstaje problem, zonk, chciałoby się napisać. Książka to gigantyczne oskarżenie bolszewików, rozgorączkowane, rozkrzyczane, fizyczne niemal – i taka wolta na koniec? Rozumiem, że Prilepin nie kocha liberałów, to jasne, ale w rezultacie zaprzecza wymowie własnego tekstu i osłabia jego artystyczną wartość. Przynajmniej ja tak interpretowałam zakończenie – przypuszczam, że możliwe są również inne interpretacje.

I jeszcze jedno. Wywiad z Prilepinem po polsku  (z 2008 r.) można przeczytać tutaj. Zainteresowanym polecam tę lekturę – choć tekst jest zaledwie swobodnym zapisem rozmowy i nie ma polskich znaków, to jednak dobrze oddaje krajobraz mentalny i psychiczny autora „Klasztoru”, jego imaginarium – zbiór figur, które meblują mu głowę. Dla nas, Polaków, szczególnie interesujące jest odwrócenie znaczeniowe pewnych pojęć. W ustach Prilepina słowa takie patriota, słowiańska wspólnota czy rewolucja znaczą kolejno: rewolucjonista, rezygnacja z aspiracji niepodległościowych oraz karnawał, święto. Pokazuje to głębokie różnice, jakie dzielą nas i niektórych Rosjan – w zależności od nastroju, groźne lub intrygujące.

26.03.2017

Przeczytałam niedawno w Tygodniku Powszechnym, że niemiecki agent literacki Prilepina odmówił przekazywania mu honorariów za powieści sprzedawane w Niemczech, ponieważ pisarz nie kryje, że wyda te pieniądze na zorganizowanie batalionu walczącego w Donbasie z Ukraińcami. Ta informacja – więcej można przeczytać tutaj – może być istotna dla tych, którzy planują Prilepina czytać, ale przede wszystkim tych, którzy chcą go kupować.

 

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “„Klasztor” Zachara Prilepina, czyli szalona sołowiecka odyseja

    1. No tak, wielkie to i ciężkie, w komunikacji czytać się raczej nie da, zabrać na urlop – też nie. Ale na długą jesień albo jeszcze dłuższą zimę… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s