„Skandynawski raj”, czyli wikingowie lekkim piórem opisani

skandynawski-raj-o-ludziach-prawie-idealnych-b-iext30260463Duńska dziennikarka wróciła do ojczyzny po kilku latach pobytu w Waszyngtonie. Podczas kolacji ze znajomymi ktoś zapytał ją, jak w amerykańskiej szkole radził sobie jej syn. – Znakomicie – odpowiedziała z entuzjazmem. – Był najlepszy w klasie! Po tej wypowiedzi przy stole zapadło grobowe milczenie.

Dlaczego? Co Dunka, przez dłuższy czas mieszkająca za oceanem, zrobiła nie tak? Odpowiedzi dostarcza książka „Skandynawski raj. O ludziach prawie idealnych”  Michaela Bootha, brytyjskiego dziennikarza specjalizującego się dotychczas w tematyce kulinarnej.

Booth jest mężem Dunki, od lat mieszka w Kopenhadze, z krajów nordyckich najlepiej zna więc Danię. Wielokrotnie odwiedził również Islandię, Norwegię, Finlandię i Szwecję. Łączy je sporo: jednorodne społeczeństwo, egalitaryzm, wysokie podatki, powściągliwość i przywiązanie do zasad oraz – poza Szwecją – powszechna niechęć do Szwecji.

Straszni wikingowie

Kraj po kraju Booth dekonstruuje skandynawski mit. Duńczycy od lat plasują się na pierwszym miejscu rankingów najbardziej szczęśliwych ludzi na świecie. Pracują najmniej w Europie i najbardziej sobie ufają. Wydawałoby się – żyć nie umierać. A jednak od 50 do 70 proc. ich pensji pochłaniają gigantyczne podatki, które na dodatek nie są wydawane szczególnie sensownie (opis wizyty w duńskim szpitalu nadawałby się na nagłówek na gazecie.pl). Duńską codzienność przenika z kolei duch hyggelig, przytulnej kolektywnej poprawności, która zakazuje poruszania w czasie spotkań towarzyskich jakichkolwiek tematów poważnych i kontrowersyjnych. No i dlaczego – pyta Booth – dlaczego wszyscy Duńczycy tak kochają to nieznośne wspólne śpiewanie?

Podobnie dostaje się innym Skandynawom. Islandczycy to dzikusy, którzy pogrążyli swój mały kraj w spektakularnym kryzysie finansowym. Norwedzy tak się wzbogacili dzięki odkryciu ropy naftowej, że spoczęli na laurach i nawet nie chce im się obierać bananów (zatrudniają w tym celu Szwedów). Finowie to zakompleksieni macho z wydumanym problemem alkoholowym, a Szwedzi wreszcie, milczący, niekontaktowi, z szajbą na punkcie punktualności, tak bardzo unikają kontaktów z innymi, że są gotowi chodzić po schodach, byle tylko nie znaleźć się z obcym samemu w windzie.

To wszystko naturalnie żarty, lecz nie do końca. Najciekawszy dla mnie fragment książki dotyczył tzw. praw Jante. Ten zestaw fikcyjnych reguł, które spisał w jednej ze swych powieści duński pisarz Aksel Sandemose, jest znany w całej Skandynawii. Booth sugeruje, że w mniejszym lub większym stopniu nadal kształtuje postępowanie ludzi w regionie nordyckim.

Prawa Jante zapierają dech w piersiach. Brzmią następująco (cytuję za Boothem):

Nie sądź, że jesteś kimś wyjątkowym.
Nie sądź, że nam dorównujesz.
Nie sądź, że jesteś mądrzejszy od nas.
Nie sądź, że jesteś lepszy od nas.
Nie sądź, że wiesz więcej od nas.
Nie sądź, że jesteś czymś więcej niż my.
Nie sądź, że jesteś w czymś dobry.
Nie masz prawa śmiać się z nas.
Nie sądź, że komukolwiek będzie na tobie zależało.
Nie sądź, że możesz nas czegoś nauczyć.

Mocne, prawda? Kto chciałby mieszkać między ludźmi myślącymi w ten sposób?

Lekka potrawa

„Skandynawski raj” to pozycja momentami bardzo zabawna, napisana lekko i przyjemnie. Jest w niej trochę o historii poszczególnych krajów, co nieco o gospodarce i – przepraszam za wyrażenie – o stosunkach społecznych, ale Booth nie jest Gladwellem i w poważniejszych fragmentach nie wypada przekonująco. Natomiast dobrze wychodzą mu żartobliwe uwagi o ludziach i narodach, obserwacje z przyjęć, ulic i autobusów – przy lekturze można się pośmiać, ciesząc się w duchu, że autorowi nie przyszło do głowy zwrócić swojego ironicznego spojrzenia na Polaków. Nie jestem przekonana, czy książka dostarcza dużo pogłębionej wiedzy o Skandynawach, ale na pewno uprzyjemni dwa przeciągające się wieczory.

Na koniec zacytuję z pamięci mój ulubiony żart. Booth zauważa, że Finowie niezwykle rzadko mówią o swoich uczuciach, a już wyznanie miłości wyrywa im się z ust od wielkiego dzwonu. Powiedzieć „kocham” to dla nich jak nacisnąć wielki czerwony przycisk na pokładzie Enola Gay – pisze Booth – można to zrobić tylko raz, po bardzo długim locie, i dopiero wtedy, gdy upewnimy się, że jesteśmy nad celem.

Michael Booth „Skandynawski raj. O ludziach prawie idealnych”, 2015

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s