Jak nie zostałam analityczką finansową, czyli „Dawid i Goliat” Malcolma Gladwella

Gladwell_Dawid i GoliatBibliotekę Szkoły Głównej Handlowej wypełniał szelest kartek i przyciszone głosy studentów. Za oknami czytelni, tak wysokimi, że zastępowały ściany, kołysały się drzewa. Pamiętam zieleń tych drzew, biały blat stołu i kręcone włosy mojej koleżanki Agaty. Agata była szczupła, drobna, zawsze skupiona. Chwilę wcześniej schowała do torby album z ilustracjami fantasy, który kupiła w prezencie dla swojego chłopaka. – Niezbyt mój klimat – powiedziała, a ja pokiwałam ze zrozumieniem głową. Gdyby ktoś mi wówczas powiedział, że w przyszłości napiszę trylogię fantasy, poradziłabym mu, żeby z taką wyobraźnią sam zaczął pisać.

Na razie moje być albo nie być to był zbliżający się egzamin z matematyki. Moje – oraz tysiąca dwustu pozostałych studentów pierwszego roku. Egzamin z matematyki oraz dwa egzaminy z drugiego roku – z ekonometrii i statystyki – określały przyszłość studenta SGH. Dobre oceny z tych trzech przedmiotów dawały wstęp na metody i systemy informatyczne. Był to najbardziej wymagający kierunek w Szkole Głównej Handlowej, oferujący konkretną, twardą wiedzę. Nie żadne zarządzanie, nie marketing, tylko tzw. miś.

Rozwiązywałyśmy z Agatą zadania z matematyki. Mijała trzecia godzina pracy, a ja czułam się coraz bardziej niekomfortowo. Bo właściwie to Agata rozwiązywała zadania, ja jedynie przepisywałam jej rachunki. W duchu planowałam, że na stancji spróbuję poszukać rozwiązań jeszcze raz, sama, na spokojnie… Obserwowałam Agatę spod oka – czy zdawała sobie sprawę, że była lepsza ode mnie z matematyki? Z każdym zadaniem stawało się dla mnie coraz bardziej jasne, że nie umiem myśleć tak prędko jak ona. Że zostaję w tyle.

Z trzech wymienionych wyżej przedmiotów miałam następujące oceny: matematyka – pięć, ekonometria – cztery plus, statystyka – pięć i pół. Choć bez kłopotu dostałabym się na metody i systemy informatyczne, nawet nie spróbowałam. Po pracy z Agatą, niezależnie od zdobytych ocen, przestałam tego chcieć. Wiedziałam już, że wokół mnie jest wielu lepszych z matematyki. Lepszych ode mnie, licealnej prymuski, która miewała nie tylko najlepszą średnią w klasie, ale i w całej szkole.

Małe ryby w wielkim stawie

Historia ta przypomniała mi się w maju tego roku podczas lektury „Dawida i Goliata” Malcolma Gladwella. Tym razem amerykański guru od popularyzacji nauki zajął się przemawiającym do każdego zagadnieniem – jak słabość przekuć w siłę. Nieznani szerzej bohaterowie, intrygujące przykłady, ciekawe zestawienia faktów: książka zawiera to wszystko, za co lubimy Gladwella. Mnie jednak najbardziej zainteresował rozdział o tym, gdzie błyskotliwy amerykański student ma największe szanse skończyć studia ścisłe. Otóż wcale nie na najlepszych uniwersytetach, które przyjmą go z otwartymi ramionami. Nie – bo jeśli pójdzie na Harvard ub MIT, to może trafić na jeszcze lepszych od siebie. A wtedy będzie bardziej skłonny zrezygnować z uczenia się chemii czy fizyki teoretycznej, bo będzie mu się zdawało, że nie dorównuje innym – i paradoksalnie chętniej zmieni kierunek na humanistyczny, niż gdyby studiował na gorszym uniwersytecie.

Innymi słowy – lepiej być wielką rybą w małym stawie (czyli doskonałym studentem gorszego uniwersytetu) niż małą rybą w wielkim stawie (czyli doskonałym studentem wśród wielu innych doskonałych studentów znakomitego uniwersytetu). Lepiej w tym sensie, że łatwiej wówczas zrealizować swój cel. Gladwell udowadnia tę tezę, przedstawiając konkretne liczby dotyczące amerykańskich studentów. Czytając uśmiechałam się szeroko – naraz stało się dla mnie jasne, dlaczego nie zostałam analityczką finansową, specjalistką od szacowania ryzyka czy też konstruktorką instrumentów finansowych (na co miałabym wielkie szanse, gdybym faktycznie studiowała metody i systemy informatyczne). Przypomniałam sobie po prostu, jak uczyłyśmy się na pierwszym roku z Agatą i co wtedy czułam.

Nie całkiem poradnik

U Gladwella każdy znajdzie coś dla siebie. Jest tu historia trenera koszykówki, który z kiepską drużyną dochodzi do rozgrywek krajowych, dyslektyka, który zostaje gwiazdą palestry, lekarza, który opracował terapię białaczki u dzieci, działacza praw na rzecz kolorowych. Rodziców zainteresuje fragment, w który pada pytanie: do którego momentu bogactwo ułatwia wychowywanie dzieci? Gladwell udowadnia, że dokładnie do chwili, gdy zarabia się 75 tys. dol. rocznie. Później – wbrew pozorom – robi się już trudniej.

Książka zaczyna się błyskotliwie, potem jest bardzo dobra, traci za to moc w końcówce. Ostatnia część dotyczy walki z władzą/systemem oraz kwestii traum i wybaczania, co nie do końca pasuje do bardziej lajfstajlowej reszty. I zupełnie nie wpisuje się w próby sprzedawania książki Gladwella jako lektury poradnikowej dla biznesmenów – w tym sensie, że historie o ukrywaniu Żydów we Francji podczas okupacji nijak się mają do porad typu: dowiedz się jak zostać silnym graczem i pokonać konkurencję. Nie zmienia to jednak ogólnej oceny książki, która – jak zawsze w przypadku Gladwella – wciąga i daje bogatą pożywkę zarówno do owocnych rozmyślań, jak i błyśnięcia w towarzystwie.

Na koniec dodam jeszcze, że ostatecznie skończyłam na SGH dwa kierunki: międzynarodowe stosunki polityczne oraz finanse i bankowość. Pierwszy miał dać ujście moim zainteresowaniom humanistycznym, drugi stanowił rozsądne rozwiązanie dylematu: jak nie miś to co? Obroniłam więc dwie bardzo poważne magisterki, po czym zostałam korektorką w „Clicku”, piśmie o grach komputerowych (1250 zł brutto za numer, bez etatu naturalnie). I – paradoksalnie – uwielbiałam tę pracę! Jeśli więc miałabym dopisać do wszystkiego co powyżej jakąś radę dla rozważających swoją przyszłość studentów, byłaby następująca: rób to, co chcesz robić, a nie to, co wydaje ci się, że powinieneś, ani to, co wydaje ci się, że potrafisz, a już na pewno nie to, co inni by chcieli, byś robił/robiła… Zawiłe, ale sprawdza się do dziś.

Malcolm Gladwell, „Dawid i Goliat. Jak skazani na niepowodzenie mogą pokonać gigantów”, Wyd. Znak, 2014

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s