O gadającym lisie, telefonach do zmarłych i niezbędności wybaczenia, czyli „Szum” Magdaleny Tulli

SzumJeśli komuś niekiedy się zdaje, że żyjemy w karykaturalnej formie rzeczywistości, w której wszyscy – w gazetach, internecie, telewizji – zmówili się, by zajmować się jedynie rzeczami błahymi i nieistotnymi, powinien sięgnąć po „Szum” Magdaleny Tulli. Ta osobista, wręcz intymna książka porusza ludzkie sprawy z poziomu, o którym rzadko się teraz pisze, a jeszcze rzadziej chyba – rozmawia.

„Szum” opowiada historię dziewczynki, która ma tzw. trudne dzieciństwo. Cierpi na ciężką postać dysleksji i dysgrafii – schorzeń nieznanych w PRL-u, gdzie toczy się akcja powieści. Problemy w szkole skazują ją, także w domu, na rolę wiecznego kozła ofiarnego. Wsparcia nie udziela jej ani wyobcowany ojciec, Włoch, ani chłodna emocjonalnie, kryjąca własną tajemnicę matka. Życie rodzinne bohaterki to forma stałej opresji, z której nie ma ucieczki innej niż w krainę wyobraźni, a prawdziwe wyzwolenie może przynieść dopiero wejście w dorosłość.

Nie brzmi to odkrywczo, więc od razu zaznaczam – streszczenie częściowo autobiograficznej książki Magdaleny Tulli nie oddaje jej sprawiedliwości. Tak samo jak powiedzenie, że „Szum”, oszczędny w języku i obrazowaniu, skupia się przede wszystkim na wewnątrzrodzinnych relacjach – bohaterki z matką i ciotką, z ciotecznym bratem, jej matki z siostrą. Książka sięga znacznie głębiej i stawia bardzo poważne pytanie: czy można przebaczyć komuś, kto nigdy nie przeprosił? I czy w ogóle wolno komuś takiemu przebaczyć?

Trudność wybaczenia

W tej sprawie nasza polska mentalność kryje wstydliwą sprzeczność. Z jednej strony chrześcijańska religia nakazuje nam wybaczać wrogom. Z drugiej do nas, Polaków, znacznie bardziej trafia herbertowski zakaz przebaczania w imieniu tych, „których zdradzono o świcie”. Nieprzebaczenie jest dla nas formą ocalenia godności, noszone w duszy niezadośćuczynione krzywdy stanowią – jak pisze Andrzej Leder – jądro naszej narodowej tożsamości. Według Ledera krzywdy te nie tylko nie mogą być zapomniane i wybaczone, ale domagają się – i będą się domagać aż do skutku – krwi.

Tulli dopisuje do tego wątku proste i ważne zdania. Jakie, nie zdradzę – to byłby spojler. Wspomnę tylko, że według autorki „Szumu” przebaczenie jest zarazem możliwe i niezbędne. Tak samo jak zrozumienie, które czasem nie przychodzi nigdy, a czasem – jak pokazuje finał książki – dopiero po dziesięcioleciach.

Co mi się w książce najbardziej podobało? To co umieściłam w tytule wpisu – gadający lis, który pomaga dziewczynce uporać się z rzeczywistością, oraz możliwość zadzwonienia do umarłych. Pulsująca pod powierzchnią zwykłego świata magia pomaga w „Szumie”, jak w „Labiryncie fauna”, oswoić ból i cierpienie, znosić codzienne upokorzenia, wyobrazić sobie to, co niewyobrażalne. Paradoksalnie staje się też płaszczyzną, na której można uporać się ze sobą i pogodzić ze światem.

Obyśmy żyli w łatwych czasach

I jeszcze jedna refleksja, troszkę obok tematu. Anthony Giddens wspomina w „Nowoczesności i tożsamości”, że jednym z problemów naszych czasów jest nierówny dostęp do samorealizacji. Z kolei Steven Pinker wykazał, że żyjemy w najbezpieczniejszym okresie dziejów w historii ludzkości, w którym dokonał się spektakularny spadek przemocy i okrucieństwa. Pierwsze wydaje nam się zasadniczym problemem, drugiej – jakąś dziwną konstatacją, z którą nie wiadomo, co zrobić. Nie możemy być, kim chcemy, gdzie chcemy i jak chcemy – to są kategorie naszego dramatu. Książka Tulli przypomina, że pokolenie naszych dziadków, pokolenie wojenne, tego rodzaju problemy potraktowałoby jedynie ironicznym skrzywieniem ust.

Oczywiście – trzymanie fasonu może doprowadzić do krzywd, takich jak opisane w „Szumie”. Nie becz, nie pobłażaj sobie, nie roztkliwiaj się nad sobą, nie przesadzaj, tak bardzo nie boli – tak zostali wychowani nasi, urodzeni zaraz po wojnie rodzice. W niektórych skutecznie zabito w ten sposób empatię. Jednak, myślałam po przeczytaniu książki, trzymanie fasonu, oszczędnie dozowane, może również być źródłem siły. Nasze współczesne lęki egzystencjalne to lęki ludzi bezpiecznych, sytych i skupionych na sobie. Fason i trochę dystansu do siebie doskonale by na nie pomogły.

Magdalena Tulli, Szum, Znak, 2014

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s