Przyszedł Mordor

MordorSoczysta proza. Heblowana przekleństwami, podlewana wódką. Sięgnęłam po nią, szukając czegoś o Ukrainie. Czytając, przypomniała mi się końcówka filmu „Chłopaki nie płaczą” – o Ukrainie nie dowiedziałam się wiele, ale i tak było za…ście.

Ale najpierw, czego dowiedziałam się o Ukrainie. Że syf ogólny. Że beton popękany, wszystko rozpirzone. Że budowane bez ładu i składu, powlekane farbą grubo. Że babuszki i babuleńki handlują czym się da. Że taksówkarze rąbią inostrańców jak Ukraina długa i szeroka, okien w autobusach otwierać nie wolno – i że są dwie Ukrainy, a granicą między nimi Dniepr.

Tematem książki nie jest jednak Ukraina. Jest nim Polak na Ukrainie. Czyli turysta. I wielkie pytanie: po co tam jeździ? Czego szuka?

Polak-turysta występuje na Ukrainie w trzech wersjach. Pierwsza: z plecakiem. Taki, co to pociągami się przewiezie, balsamem Wigor się znieczuli i obowiązkowo Ruskiego będzie chciał dopaść, żeby z nim popić. A w odsłonie damskiej – w Drohobyczu wzruszy się Schulzem, znicz mu na chodniku zapali, na Krymie sonety wydeklamuje.

Druga wersja polskiego przyjezdnego: wycieczkowicz zbiorowy. Nad Orlętami zapłacze i da się zrobić na numer z polskim dzieckiem. A w duchu Schadenfreude będzie go rozpierać – oto taką nibyPolskę odwiedził, tylko jeszcze gorszą niż własna, bardziej usyfioną, bezkształtną i nieperspektywiczną.

I trzecia wersja: poszukiwacz ukraińskiego hardkoru. Nowobogacki lub nie, co to i gandzię zapali, i kwasa zeżre, i kreskę z blachy wołgi wciągnie. A na koniec pozwoli sobie dać w ryj, by emocji w pełni zażyć.

A teraz o tym, po co ten obrazek. Otóż właśnie po to, by zapytać – w jakim celu Polacy jadą na Ukrainę? Czego tam szukają? I to jest główne zagadnienie książki, na które wyłuskałam dwie odpowiedzi. Pierwsza, że z powodu wspomnianego Schadenfreude, druga – że jesteśmy ostatnim romantycznym narodem w Europie, który potrzebuje przygód. A prawda, jak myślę – gdzieś pośrodku.

I jeszcze o tych dwóch Ukrainach. U Szczerka za Dnieprem jest tylko błoto, pustoć, Europa jako odległa planeta. Przeklęty ląd, Mordor.

Prorocze określenie. Bo jak się właśnie okazało, Szczerek nie pomylił się bardzo. Mordor jest niemal dokładnie tam, gdzie go umiejscowił, i to taki prawdziwy Mordor: z Sauronem, który właśnie odemknął oko, i dał znak ręką, i wypuścił zagony na zachód…

Ziemowit Szczerek, „Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s