Jakuck

JakuckMam sentyment do książkowych mapek. Szkic, choćby niewielki, to solidny fundament pod budowlą ze słów. Mapki dają oparcie; widząc je, czuję się potraktowana poważnie. Żadne tam fiu bździu, kombinatoryka, eksperyment – zabieram cię w podróż do konkretnego świata, daje mi znak autor. Nie wierzysz? Popatrz na mapkę!

Osobom z podobnym skrzywieniem (czytelniczą parafilią?) spodoba się „Jakuck” Michała Książka. Mapki są tu dwie. Pierwsza, na początku, pokazuje wschodnią część Rosji i – jak zwykle mapki tego rodzaju – skłania do zadumy nad ogromem Syberii. Druga, zamykająca, to plan Jakucka: punkt z pierwszej mapki wzięty pod mikroskop i powiększony tysiąc razy.

Te ramy dobrze określają książkę. „Jakuck” to opowieść o miejscu. Autor, który spędził nad Leną kilka lat, spróbował pójść tropem Wacława Sieroszewskiego, XIX-wiecznego zesłańca. Książek szuka śladów po Sirko – w archiwach carskich urzędników, w mieście i ułusie, w pamięci ludzkiej, na mapach (a jakże!…). Jednocześnie pokazuje nam najciekawszą porę roku Jakucji: wielomiesięczną zimę.

Lektura bardzo przydatna u progu polskiej zimy. Jakby ktoś nabrał ochoty na narzekanie, gdy pod koniec listopada zaczynają się przymrozki, powinien wytężyć wyobraźnię – niech odmaluje sobie miasto przez pięćdziesiąt dni spowite szarym smogiem, tak gęstym, że przechodnie nie rzucają cienia, i skute mrozem oscylującym wokół minus czterdziestu stopni. Takie zimno boli, pisze Książek, taki mróz bodzie. Ptaki przytulają się do rur ciepłowniczych. Dziura w skarpecie grozi odmrożeniem. Głodne kundle zbijają się w watachy, atakują ludzi i siebie nawzajem. Miesiące nie mają nazw – mają numery. Wraz z październikiem zaczyna się wielkie odliczanie. Ile jeszcze?…

Książek poświęca dużo uwagi geografii Miasta (można tak napisać o Jakucku – w Jakucji miasto jest tylko jedno). Wędrujemy wraz z nim ulicamii, jedna za drugą, rozglądamy się, wypatrujemy między blokami unoszącymi się nad wieczną zmarzliną drewnianych chałup. Gdy już dostrzeżemy jakąś, szukamy wśród XX-wiecznych desek kawałka XIX-wiecznego modrzewia. Jakuck w opisie Książka to miasto-palimpsest. A gdy zaczynamy się nudzić – ile może trwać taki spacer? – rozpoczyna się podróż po języku jakuckim. Niesprawdopodobne zbitki liter – iczczi, yhyach, olongcho – dziwią nie mniej niż nieprzetłumaczalne pojęcia. Po co komu kilka określeń na proste „tam”?

Jeśli polskie pisanie o Wschodzie wyznaczają Wilk, Górecki i Dybczak, gdzie umieścić Książka? Gdzieś między dwoma ostatnimi, ale w osobnym miejscu. W „Jakucku” nie znajdziemy rozważań o Rosji wczoraj i dziś, żadnego zapoju, woronów i duszy łkań. Nie jest to też reportaż (choć zdarzają się elektryzujące wtręty jak ten o oddawaniu kału do analizy). Oszczędną stylistycznie, wcale niekrótką książkę czyta się trochę z niepewnością – co tu dostaliśmy? Niekiedy ma się wrażenie, że autor próbuje różnych piór, jakby nie mogąc się zdecydować, która stalówka najbardziej mu odpowiada. Nie zdradza przy tym emocji ani opinii – uwięziona między mapkami książka jest spokojna i wyważona. Aż chciałoby się napisać – zimowa.

Michał Książek, „Jakuck”, wyd. Czarne 2013

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s