Okruchy codzienności

StroutWypada zacząć od zastrzeżenia: ta książka ma zupełnie inny tytuł niż nadał jej polski wydawca. Coś, co w księgarniach figuruje jako „Okruchy codzienności”, w rzeczywistości nazywa się „Olive Kitteridge”. Zmiana, podyktowana jak przypuszczam niechęcią do wypuszczenia na rynek powieści z dwoma obco brzmiącymi nazwiskami na stronie pierwszej, nie przysłużyła się książce. Skryte pod kiczowatą okładką „Okruchy…” wyglądają bowiem jak popularna kobieca powieść obyczajowa.

Tymczasem „Olive Kitteridge” (wolę myśleć o tej książce w ten sposób) została nagrodzona w 2009 r. nagrodą Pulitzera. To precyzyjna – konstrukcyjnie i psychologicznie – opowieść o codziennym życiu mieszkańców Crosby w stanie Maine. Akcja koncentruje się wokół Olive Kitteridge – emerytowanej nauczycielki matematyki – ostrej, nieczułej, zdecydowanej, mądrej. Olive spaja kolejne rozdziały, w których na plan pierwszy wstępują coraz to inni mieszkańcy Crosby. Pogrzeby, śluby, rozwody, zwykłe i niezwykłe życiowe zdarzenia pokazane są wnikliwie, z ogromnym skupieniem na szczególe. Powoduje to, że czytelnik od razu trafia do środka wykreowanego przez Strout świata. We wszystkich historiach pojawia się Olive – czasem odgrywa istotną rolę, czasem jedynie tworzy tło – i dopiero na końcu jej historia zostaje podsumowana.

Książka jest wciągająca i trudno się od niej oderwać. Czytając, ma się rzadkie wrażenie autentyzmu – ludzie naprawdę tacy są, można pomyśleć. Gorzej ze złośliwościami losu, jakim muszą stawić czoła bohaterowie. Jak na mój gust plaga nieszczęść, jaką Strout spuszcza na przybrzeżne miasteczko, jest trochę zbyt obszerna. Samobójstwa, postrzały, nagminne zdrady małżeńskie, niepłodność, nawet atak terrorystyczny – do skompletowania katalogu problemów społecznych początku XXI wieku brakuje tylko molestowania. Koleżanka, która pożyczyła mi książkę, zbyła moje zastrzeżenie prostym – ależ to wszystko się zdarza!..

Trzeba się więc przygotować, że między kartkami bywa depresyjnie. Czy to źle? To wszystko się zdarza, każdy zna ludzi z podobnymi kłopotami, jeśli akurat nie ma ich sam. Jesienią nie powinno się czytać smutnych książek, tak uważam. Jednocześnie przyznaję, że jeśli miałabym wskazać najmniej wiarygodny fragment „Okruchów” – byłoby to lekko, bo lekko, ale jednak optymistyczne zakończenie.

Elizabeth Strout, Okruchy codzienności, Wydawnictwo „Nasza Księgarnia”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s