Suseł Snu i sztuka bzyku

W lesie panował upał. Trawka zżółkła, dróżki błyszczały piaskiem, polanki wypełniał gorący aromat szyszek.

Aż tu nagle…

– Bzzz! – podniósł alarm patrol komarzyc. – Ssak na horyzoncie!

– Sśij ssaka! – zafurczał okrzyk bojowy gzów.

– Ssaka żądam i użądlę! – zaintonowały meszki.

– O ssaku marzę na tej Saharze! – zanuciły ślepaki.

– Stań u drzwi! Trzeba krwi! – zabzyczały wszyskie insekty chórem.

 

Najmniejsze Zwierzątko, które wystawiło nosek spomiędzy liści, wycofało się  między zbite ciasno krzaczki.

– I jak jest? – zapytały Małe Zwierzątka, które czekały w gęstwinie.

– Słabo – westchnęło Najmniejsze. – Ani jednej ody do ssaka, żadnego sonetu o smaku ssaczej krwi. Nawet na lirykę miłosną do gryzonia się nie wysiliły – tylko rymują po częstochowsku i cytują Broniewskiego.

– Tak bez inwencji własnej? – zasmuciło się Pierwsze. – Bez metafor?

– Naprawdę nie bzyczą nic o dożynkach? – dopytywało się Drugie. – Ani o Jakubie Szeli?

– Nic o czerwonym morzu w czasie rzezi Pragi? – chciało się dowiedzieć Trzecie.

Najmniejsze pokręciło główką.

– Idea mecenatu nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością… – oświadczyło. – Być może w tym roku przyjdzie nam utoczyć krwi dla złej sztuki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s