Zbyt krótka historia Stephena Hawkinga

HawkingPięknie wydana – grube okładki, duży format – książka o Stephenie Hawkingu trochę mnie rozczarowała. Na pozór temat to samograj – wybitny fizyk chory na nieuleczalną chorobę, od lat przykuty to wózka i porozumiewający się z otoczeniem za pomocą elektroniki, jest postacią znaną i podziwianą. Powstały o nim filmy, został sportretowany w „Simpsonach”, wystąpił w „Star Treku”. Jego najsłynniejsza książka, „Krótka historia czasu”, sprzedała się w milionach egzemplarzy. Wydawałoby się, że opowieść o Hawkingu musi być fascynująca. I do pewnego stopnia jest – a jednak mnie nie przyniosła satysfakcji.

Przypomnijmy fakty: Stephen Hawking studiował fizykę w Oksfordzie, gdy dowiedział się, że jest chory na stwardnienie zanikowe boczne (SLA). To śmiertelna choroba, powodująca obumieranie nerwów sterujących ruchem mięśni, i w konsekwencji postępujący paraliż. Zazwyczaj diagnozę od śmierci dzieli kilka lat – w przypadku naukowca choroba w pewnym momencie zwolniła i pozwoliła mu dożyć siedemdziesiątki. Jednak cały czas postępuje – Hawking od dziesięcioleci nie chodzi i nie mówi. Obecnie porozumiewa się z otoczeniem, używając syntezatora mowy, którym steruje za pomocą mięśni policzka.

Mimo hiobowych wieści w latach 60. fizyk ożenił się i doktoryzował się na Camridge. Zajmuje się kosmologią; jego najważniejsze odkrycia naukowe dotyczą czarnych dziur. Hawking postawił słuszną hipotezę, że czarne dziury nie rosną, tylko maleją, i przewidział, że są źródłem promieniowania, które dziś nazywa się promieniowaniem Hawkinga. Zajmował się też paradoksem informacyjnym, stworzył teorię wszechświata bez brzegów i okazał się utalentowanym popularyzatorem.

Ciężka choroba i talent ściągnęły na niego uwagę mediów – Hawking, chcąc nie chcąc, stał się celebrytą. Jego niezwykła sytuacja i specjalistyczna wiedza zawładnęły wyobraźnią tłumów. Sam fizyk dostarczył im pożywki typowo celebryckiej – rozwiódł się z żoną, z którą miał trójkę dzieci, ożenił się ponownie i po sześciu latach znów się rozwiódł. Wszystko to, gdy już nie wstawał z fotela i nie mógł mówić.

Kim tak naprawdę jest Stephen Hawking? Czy ważniejsze są jego dokonania na polu nauki czy śmiałe mierzenie się z chorobą i udowodnienie całemu światu, że SLA to nie wyrok?

Trudno znaleźć odpowiedzi na te pytania w książce Kitty Ferguson. „Krótka historia…” ma dobre fragmenty popularnonaukowe; poczytawszy sobie o zasadzie nieoznaczoności, czarnych dziurach i horyzoncie zdarzeń można nabyć dokładnie tyle wiedzy, by zacząć jako tako orientować się w najważniejszych zagadnieniach współczesnej fizyki. Niestety, pozostałe elementy książki – dotyczące samego Stephena Hawkinga – są zaskakująco poprawne i stonowane. Autorka wyraźnie nie chciała poruszać trudnych tematów i odkrywać zbyt wielu tajemnic. To, co kontrowersyjne, jedynie wzmiankuje, nie probując odczytać postaci swojego bohateria inaczej niż „Hawking wielkim jest”. Co gorsza nie waha się używać określeń mistrz i gigant, co brzmi patetycznie, egzaltuje się spotkaniami z fizykiem i, nie wiedzieć czemu, skrupulatnie opisuje zmieniająca się architekturę Cambridge. A co to kogo obchodzi, gdzie zbudowano rampę i dokąd przeniesiono świetlicę?

W rezultacie książka odpowiada poziomowi umysłowemu dwunastolatka, któremu zafundowano wychowanie bez internetu i który nie zetknął się nigdy z tak trudnymi tematami jak seks osób niepełnosprawnych czy maltretowanie w rodzinie. Jest ciekawa, ale grzeczna i ułożona. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że pisanie biografii za życia bohatera nie służy dziełu.

Kitty Ferguson, „Krótka historia Stephena Hawkinga”, Prószyński i S-ka, 2013

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s