Romans

Romans zawsze wydawał mi się niezbędnym elementem powieści przygodowej. Jak go dobrze napisać? Jak nie popaść w ckliwość, w nudę?

WichroweIstnieją dwie wersje romansu – romantyczny i racjonalny. Przykładem pierwszego jest Heathcliff i Katarzyna z „Wichrowych wzgórz”. Łączy ich modelowe uczucie romantyczne – wszechogarniające, namiętne, silne, niezależne od woli bohaterów. I złowieszcze – gdy Katarzyna je odrzuci, spotka ją kara nieuchronna i ostateczna.

Co wspomniana wyżej para myśli o źródłach ich miłości? Niewiele, przyjmują uczucie, nie zastanawiając się, co je wzbudziło. Miłość jest jak fatum – spada i już.

Drugi typ romansu to Elizabeth i pan Darcy z „Dumy i uprzedzenia”. Przeznaczenie nie ma wstępu na karty tej powieści. Autorka nie narzuca bohaterom uczucia siłą ani seksem – między panną Bennet a jej partnerem nie ma romantyzmu, westchnień i wzruszeń, nie ma też fascynacji erotycznej. Jest natomiast – i na tym bazuje ich uczucie, na wskroś współczesne – przyciąganie się osobowości. Bardzo łatwo określić, dlaczego Elizabeth podoba się Darcemu – jest inteligentna, dowcipna, troszkę ekscentryczna, odważna i wierna sobie. Żadnego romantyzmu, same konkrety.

Duma_1Do „Dumy i uprzedzenia” mam szczególny sentyment – to pierwsza książka, którą przeczytałam po angielsku. Wydanie Penguina z 1996 r. kupiłam w ostatniej klasie liceum. Jego marginesy nadal upstrzone są tłumaczeniami słówek, zatartymi już notatkami ołówkiem. Dialogi Austin w oryginale brzmią świetnie, dwieście lat po napisaniu nie straciły nic ze swojej ostrości i dowcipu.

Ten drugi rodzaj romansu nadal uwodzi. Dowodem „Dziennik Bridget Jones”. Nie przypadkiem znalazły się w nim liczne i czytelne nawiązania do „Dumy i uprzedzenia”. Być kochaną nie za wygląd, nie za osiągnięcia życiowe czy stan konta (dawniej – za dobre urodzenie), tylko za to, „jaką się jest”, pozostało marzeniem aktualnym. Osobowość jako źródło romasu daje nadzieję większą niż fatum.

A „Wichrowe wzgórza” znalazłam dekadę temu w antykwariacie na Hożej. To wydanie PIW z 1976 r. w grubych okładkach, które pokryte są czymś przypominającym skaj z siedzeń wagonów PKP trzeciej klasy. Kolor – brudny brąz, w dotyku nieprzyjemne, jakby lepiły się do rąk. Litery na okładce złote, w ogóle książki z tej serii miały być chyba ekskluzywne. Nie wyszło, zestarzały się brzydko.

W podobnej oprawie mam też „Panią Bovary”, czyli, w bardzo uproszczonej interpretacji, ostrzeżenie przed uczuciem pozamałżeńskim, przed łamaniem zasad.

Ale przecież nie ma lepszej przyprawy dla romansu przygodowego niż łamanie zasad! Przez nią, przez niego, a tak naprawdę – dla intrygi, snucia opowieści.

Skończyłam dzisiaj poprawiać rozdział piąty „Pieśni”, czyli właśnie – romans.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s