Wygnani z raju

pitcairn_picPitcairn to wysepka na Pacyfiku, do której statki podpływają zaledwie sześć razy do roku. Nie ma na niej portu ani lotnistka. Do najbliższego lądu trzeba płynąć dwa dni, dostęp do internetu zależy od pracy jedynego generatora prądu. Na Pitcairn mieszka około sześćdziesięciu osób – większość stanowią potomkowie słynnych buntowników z „Bounty” i porwanych przez nich Tahitańczyków.

Znamy ten obrazek: Mel Gibson jako dzielny Christian Fletcher, zbuntowany pierwszy oficer z „Bounty”, po pozbyciu się złego kapitana Blighta (Anthony Hopkins), w ostatnich scenach filmu zawija na rajską wyspę. Następnie pali swój okręt, symbolicznie i dosłowanie zrywając z przeszłością. Tak było naprawdę: w 1790 r. Fletcher zacumował przy Pitcairn i zszedł na ląd z ośmioma Brytyjczykami oraz kilkunastoma Tahitańczykami.

W 2010 roku na wyspę dotarł Maciej Wasielewski, dziennikarz, współautor „81:1. Opowieści z Wysp Owczych”. Do Pitcairn przywiódł do głośny proces z 2004 roku, w którym – uwaga, spoiler! – za gwałty na nieletnich została skazana połowa dorosłych Pitcarneńczyków (czyli sześciu mężczyzn). Wasielewski, który niczym bohater Verne’a musiał pokonać liczne trudności, by w ogóle postawić stopę na wyspie (mieszkańcy zdyskredytowanego raju bardzo niechętnie wpuszczają do niego obcych), przez cały swój pobyt udawał antropologa. Jego relacja o tajemnicy Pitcairn, zatytułowana „Jutro przypłynie królowa”, przywodzi na myśl „Władcę much” Williama Goldinga – z zastrzeżeniem, że dorośli są niekiedy zupełnie jak dzieci.

Książkę pochłonęłam, jak się kiedyś mówiło, „za jednym posiedzeniem”.

Co się działo na Pitcairn? Od jak dawna? Jak to w ogóle było możliwe? Czytając, myślałam, że cywilizacja, którą przyzwyczailiśmy się oskarżać o utrudnianie nam życia i odgradzanie od natury, nie bez przyczyny wiąże się z angielskim słówkiem civility (kultura, ogłada, grzeczność). Bez cywilizacji zaczynamy się, najłagodniej ujmując, degenerować – nie tylko jako jednostka, ale również jako wspólnota. Poluzowujemy obowiązujące normy, na coraz więcej dajemy sobie i innym przyzwolenie; czas się cofa, przeskakujemy epoki i stulecia, by zatrzymać się w okresie, w którym obowiązuje prawo fizycznie silniejszego, w którym ojcowie nie bronią córek, bracia sióstr. Silny, kierując się wyłącznie swoimi popędami, używa słabego jak przedmiotu – nie zauważa przy tym, że w ten sposób on również się umniejsza.

Takie podejście do bliźniego ma niestety na Pitcairn długą tradycję. Gdy w 1808 roku do wyspy zbliżył się pierwszy statek od czasów „Bounty”, okazało się, że z kilkunastu mężczyzn, który przypłynęli z Fletcherem, żył już tylko jeden  (Brytyjczyk). Towarzyszyło mu jedenaście kobiet oraz dziewiętnaścioro dzieci.

Co się stało z pozostałymi panami? Po latach pobytu wśród gajów mandarynkowych i pomarańczowych cywilizowani biali doszli do wniosku, że mają prawo do wszystkich obecnych na Pitcairn kobiet. Żon, nieżon, wedle aktualnych potrzeb. Tahitańczycy nie wykazali zrozumienia dla tej nieznanej im wizji raju. W ruch poszły dzidy, siekiery, broń palna – i mężczyźni po kolei wymordowali się.

Konkluzja książki Wasielewskiego również nie jest optymistyczna – Pitcairn w najbliższych latach najprawdopodobniej się wyludni. Wspólnota, założona przed ponad dwustu laty przez Fletchera, nie przetrwa.

W tunelu błyska jednak światełko: w dzisiejszych czasach wrogów nie morduje się już, napadając na nich w dżungli z naprędce wystruganą dzidą.

Dzisiaj na Pitcairn pod osłoną nocy idzie na ziemię wroga-sąsiada – i truje mu się drzewka mandarynkowe.

 Maciej Wasielewski, Jutro przypłynie królowa, wyd. Czarne, 2013

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s