Gugara – pod niebem Ewenków

Podobała mi się ta książka. Niewielka (niecałe 200 stron), niekomercyjna, z takich, którym po angielsku, niczym gwóźdź do trumny, przybija się określenie „not marketable”, powstała, zdaje się, ani z potrzeby zaistnienia, nie dla sławy czy tym bardziej pieniędzy. „Gugara” (słowo to oznacza dźwięk dzwonków reniferów) to opowieść o rodzinie Ewenków, w których czumie Andrzej Dybczak spędził kilka dni. Niech nie zwiedzie nas słowo „reportaż”, jakie widnieje na okładce najnowszego wydania wydawnictwa Czarne. „Gugara” tylko z opisu przypomina historię typu pojechałem-zobaczyłem-poznałem. Niby są tu wszystkie akcesoria, do jakich przyzwyczaili nas reporterzy podróżujący po dalekiej Rosji – tajga, ginący naród autochtonów, przestrzeń, spirytus. Jednak nie spodziewajmy się, że poznamy Innego albo przeżyjemy razem z autorem zapierające dech w piersiach przygody. Nic z tego – Dybczak zabiera nas wprawdzie do czumy, pokazuje nam jej mikroświat, ale nie odkrywa rządzących nim praw ani jego sekretów. To możemy próbować zrobić sami.

Ciekawy jest narrator – niby pierwszoosobowy, ale nie narzuca się ze swoją interpretacją, z uogólnieniami czy podsumowaniami. Jest odległy, jakby obojętny nie tylko na Ewenków-przyjaciół, ale i na samego siebie na obczyźnie. Nie szczędzi nam drobiazgowego, dopracowanego literacko opisu, ale zostawia nas z tym opisem samych. Chcesz pomieszkać tydzień w tajdze – czytaj, proszę. Ale co z tym zrobisz, co z tego wbuduje się w twój świat i twoją opowieść – tylko od ciebie zależy.

Ja zwróciłam uwagę na dwie rzeczy. Pierwszą były opisy przyrody. Osobiście podchodzę do nich nieufnie, jak pies do jeża, być może z powodu nieśmiertelnego koncertu żab w „Panu Tadeuszu”, który, jak nauczono mnie jeszcze w szkole podstawowej, podpadał pod tę właśnie kategorię. Opis przyrody podkreśla przeżycia bohatera/bohaterów lub jest obojętny, na kontrze, takie mam klisze. Tymczasem u Dybczaka jest ani tak ani siak. Natura zajmuje w jego książce miejsce równorzędne ludziom, tam daleko oni są, i ona jest. Tak po prostu. Autor wielokrotnie opisuje niebo, nadchodzące lub odchodzące burze, poranki i wieczory, nasyconymi, pięknymi metaforami. Czytając, jest się samemu pod tym niebem, tylko ono – i my.

I to właśnie druga rzecz, która do mnie przemówiła. W „Gugarze” są ludzie i przyroda, a między nimi prawie nic. Cywilizacja, tysiące lat rozwoju społecznego, technologicznego, etycznego – pojawiają się w formie szczątkowej, skarlałej, ot, jakieś przestarzałe konsolki do gier, łodzie zasilane ledwo dyszącymi silnikami, parę sprzętów gospodarstwa domowego. Cywilizacji na Syberii właściwie nie ma, przyjęła się ledwie jakaś cieniutka warstewka, niczym gleba na skałach północy, podlegająca erozji, ledwo płodna. I co, da się żyć bez niej? Pewnie, że się da – póki nie ma wódki.

Kontemplacyjna lektura, nagrodzona tegoroczną nagrodą im. Kościeliskich. Do posmakowania.

 Gugara, Andrzej Dybczak, wyd. Czarne 2012

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s