Bezsusłowo o owocach jesieni

Lato roztapiało się w ciepłych promieniach wrześniowego słońca. Wiał lekki wietrzyk, pszczoły brzęczały, listki przygotowywały się do lotu. Koniki polne umawiały się na ostatnie koncerty.
Małe Zwierzątka rozstawiły na polance pasiaste leżaki i wyciągnęły się wygodnie. Każde trzymało na kolanach miseczkę z dojrzałymi, ciemnofioletowymi śliwkami.
– Idzie jesień – zauważyło Pierwsze Małe Zwierzątko, gryząc śliwkę.
– Jest na to rada? – zapytało Drugie, wypluwając pestkę.
– Znam takiego staruszka – Trzecie gniotło w łapkach owoc – który twierdzi, że nie.
Nagle umilkło.
Coś przytłumiło szelest liści, podmuchy wiatru, brzęczenie pszczółek i ostatnie koncerty koników polnych. Na ten odgłos wszystkie Zwierzątka odwróciły się – i znieruchomiały.
Siedzące obok Najmniejsze Zwierzątko bez wstydu ciamkało śliweczkę, mlaskając przy tym donośnie.

Zwierzątka popatrzyły na Najmniejsze oczami wielkości spodków.
– No co? – Najmniejsze uniosło brewki. – Jak się nie ma ząbków, to się cmokcze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s