Władczyni radu

W latach 90. XX wieku potomkowie Marii i Piotra Curie zdecydowali się oddać dokumenty, notatniki i dzienniki słynnego małżeństwa do francuskiej Biblioteki Narodowej. Radość bibliotekarzy z tego nieoczekiwanego daru była wielka – do czasu, gdy wnuczka Marii ostrzegła, że papiery, po ponad sześćdziesięciu latach od powstania, nadal są napromieniowane. W bibliotece pojawili się więc fizycy i w rytm stukających liczników Geigera-Mullera posortowali dar w zależności od jego promieniotwórczości. Najgroźniejsze dokumenty przez dwa lata odkażano – nie udało się to jednak do końca i jeszcze w 1999 roku wszyscy, którzy chcieli na własne oczy zobaczyć notatniki małżeństwa Curie, musieli podpisywać medyczne oświadczenie, że są świadomi ryzyka zdrowotnego, jakie podejmują.

Niewielka książka Barbary Goldsmith o Marii Curie, zatytułowana skromnie „Geniusz i obsesja”, miała zgodnie z podtytułem opisywać „Wewnętrzny świat Marii Curii”. I faktycznie trochę dowiadujemy się o dzieciństwie Skłodowskiej, trochę o jej małżeństwie z Piotrem Curie (co ciekawe, natychmiast po ślubie wsiedli na rowery, które sami sobie kupili, i pojechali na trzymiesięczną wyprawę po Francji), trochę o załamaniu po jego śmierci oraz o słynnym romansie z Paulem Langevinem. Najwięcej jednak przeczytamy nie o emocjach, nie o trudnościach czy barierach społecznych, jakie sto lat temu musiała pokonać kobieta, pragnąca zajmować się pracą naukową, ale o badaniach nad promieniotwórczością.

Książka Goldsmith, świadomie lub nie, ujawnia, że zainteresowania, uczucia, siły życiowe Marii Curii koncentrowały się wokół pierwiastka, który odkryła – wokół radu. Najpierw poświęciła trzy lata na jego wyizolowanie, a później, właściwie do końca życia, musiała zabiegać o środki finansowe potrzebne na pozyskanie dalszych próbek koniecznych do badań. Paradoksalnie pomogło w tym szaleństwo czy też moda na rad, które w pewnym momencie ogarnęły Europę i Stany Zjednoczone. Wierzono, że niezwykły święcący pierwiastek jest panaceum na choroby i starzenie się. W sklepach pojawiły się kremy do twarzy czy płyny lecznicze ze śladowymi ilościami radu. Naukowcy też ulegali tej fascynacji – Piotr Curie nosił przy sobie bromek radu, na stoliczku w sypialni jego i żony stała świecąca w nocy fiolka. I nikt w zasadzie nie przejął się przygodą Henriego Becquerela, który po kilkudniowym noszeniu kawałku radu w kieszeni na piersi dorobił się bolesnej, nietypowej, trudno gojącej się rany…

Książka Goldsmith jest wciągająca, ale powierzchowna i za krótka. Ledwie dwieście trzydzieści stron to za mało, żeby pokazać losy Marii Skłodowskiej Curii, odkrycia naukowe początku XX wieku, ówczesne metody pracy w laboratorium, relacje z mężem, rodziną i dziećmi czy wreszcie dokonania córki Marii Irene i jej męża Frederica (Irene była drugą kobietą, po Marii, która otrzymała Nagrodę Nobla – za odkrycie sztucznej promieniotwórczości). Przeskakujemy więc po tematach, niemal o wszystkim pragnąc dowiedzieć się czegoś więcej. Ja przeczytałam „Geniusz i obsesję” za jednym posiedzeniem i pozostałam z uczuciem niedosytu.

Barbara Goldsmith, „Geniusz i obsesja. Wewnętrzny świat Marii Curii”, Wydawnictwo Dolnośląskie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s