Uciekinierzy z dalekiego kraju

Próba napisania reportażu o mieszkańcach Korei Północnej to ryzykowny projekt. Wiadomo, że reportażysta nie będzie miał szansy podróżować samodzielnie po tym państwie. Nawet jeśli wpuszczą go do kraju komunistycznej dynastii Kimów, towarzyszący mu lokalni „przewodnicy” zadbają, by jego wzrok nie padł na nic innego niż miejscową odmianę wsi potiomkinowskich, a ucho nie usłyszało nic poza obowiązkowymi zachwytami.

A więc – czy jest sens pisać? Barbara Demick, szefowa oddziału „Los Angeles Times” w Pekinie, odpowiedziała na to pytanie twierdząco. Wymyśliła własną metodę opowiadania o Korei: opisała losy kilkorga uciekinierów z jednego miasta – Chongjinu, dawnego ośrodka metalurgicznego. Jej bohaterowie to ludzie z różnych grup społecznych: student, przedszkolanka, lekarka, miejscowa aktywistka. Wszyscy przeżyli straszliwy głód z drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych i wkrótce potem zdecydowali się „zdradzić”.

Dyktatura komunistyczna w odmianie azjatyckiej to system, o którym Europejczykowi się nie śniło. Pomysł, by podzielić społeczeństwo pod względem zaangażowania ideologicznego na kasty, do których przynależność dziedziczy się wraz z urodzeniem, wydaje się żywcem wyjęty z okrutnej antyutopii. W Korei Północnej system taki działa w praktyce – dostanie się na studia, a potem do dobrej pracy, zależy nie tylko od talentów, zaangażowania czy nawet pieniędzy, ale i „ideologicznego urodzenia”. Synowie i córy wrogów ludu nie mają co marzyć o lepszym życiu, i to niezależnie od tego, czy wyprą się rodziców, czy nie.

Najbardziej poruszające fragmenty książki dotyczą klęski głodu, który zapanował w Korei, gdy ustała pomoc gospodarcza płynąca dawniej z ZSRR. Można poćwiczyć na nich kreatywność: wyobraź sobie, czytelniku, że jedzenie dostajesz wyłącznie z prowadzonych przez państwo punktów, gdzie raz w tygodniu, po pokazaniu zaświadczenia z pracy, otrzymujesz odgórnie odmierzony przydział kilku produktów. Pewnego dnia z punktów tych znika żywność, wkrótce zostają zamknięte. Co robisz? Czarny rynek – tak, dopóki masz pracę. A gdy ci za nią podziękują, bo fabryka nie otrzymuje już radzieckiego prądu i staje? Nie masz pieniędzy, nie masz ziemi do uprawiania, nie ma sklepów, nie możesz wyjechać z miejsca zamieszkania. Co robisz?

Książka Demick napisana jest oszczędnym, nienarzucającym się językiem. Brak walorów artystycznych zastępuje oddziałująca na emocje treść. Warto.

Barbara Demick „Światu nie mamy czego zazdrościć” wyd. Czarne, 2011

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s