Francuska wiosna

Niedawno odwiedziłam niewielkie miasteczko, a w nim – sklep nocny. W środku królowały regały wypełnione od podłogi do sufitu różnokolorowymi butelkami. Eksponowano w nich, jak zapowiadał szyld sklepowy, wszystkie alkohole świata.

Z boku sklepiku, tuż przy wyjściu na zaplecze znajdował się kącik prasowy. W tym wstydliwie ukrytym miejscu, między zestarzałymi czasopismami o pogiętych okładkach leżała najnowsza propozycja wydawnictwa PWN: kieszonkowa seria Wielkie Biografie (wydawane poprzednio przez W.A.B.). W promocyjnej cenie 19,90 zł kupiłam opowieść o życiu Balzaca pióra Stefana Zweiga oraz „Kochanki i królowe. Władza kobiet” włoskiej dziennikarki Benedetty Craveri.

Chociaż wydałam dwadzieścia złotych przede wszystkim dla pierwszej książki, przypadek sprawił, że zaczęłam lekturę od drugiej. „Kochanki…” opowiadają o damach serca władców Francji z XVI-XVIII wieku. Ta piękna epoka, wielokrotnie uwieczniona w literaturze, jest jedną z moich ulubionych. Rzuciłam się więc do czytania i wystartowawszy od Katarzyny Medycejskiej zatrzymałam się dopiero na Marii Antoninie. Książka pokazuje aspiracje najsłynniejszych kobiet Francji i możliwości, jakie dawała im epoka, w której nie wymyślono jeszcze równości płci i feminizmu. Możliwości ograniczone – przede wszystkim tym, że kobiety z definicji stanowiły jedynie dodatek do mężczyzn. Jeśli były mężatkami, królowymi, winny rodzić dzieci, jeśli zostawały kochankami, miały dostarczać rozrywki dla ciała i ducha. I z tego je rozliczano.

„Kochanki” czyta się łatwo. To lektura wakacyjno-urlopowa, która posłuży raczej widzom niedawnego ślubu londyńskiego niż czytelnikom Marii Janion. O ile się orientuję, oceny autorki rozmijają się w wielu przypadkach z ocenami historyków. Nie zmniejsza to dość perwersyjnej przyjemności, z jaką zaglądamy do łóżka starym królom.

„Balzac” Zweiga to inna para kaloszy. Biografia z jednej strony genialna, plastyczna, wizyjna, oddająca cały wszechświat balzakowskich uczuć, z drugiej – napisana w sposób drażniący, nienowoczesny, całkowicie nie-trendy. Zdania uginają się pod ciężarem epitetów i porównań, emocje buchają, bywa patetycznie i podniośle. Dla czytelników z XXI wieku taki styl może być w najlepszym razie zaskakujący, dzisiaj nikt już tak nie pisze – i nie żyje. Może szkoda?

Mnie to nie przeszkadzało. Nie sądzę, by książkę o Balzaku, patronie twórców i demonie kreatywności, było po co pisać analitycznie: człowiek, który przez dziesięciolecia pracował całymi nocami, który regularnie płodził po cztery, pięć powieści rocznie, pokazany na zimno byłby nieprawdziwy. A tak, dzięki metodzie Zweiga, możemy go wręcz zobaczyć – gdy pracuje osiem godzin bez przerwy, gdy poprawia po raz dziesiąty korekty przysyłane przez wyczerpanych zecerów, gdy stara się o względy księżnych i markiz, gdy ucieka przed wierzycielami i komornikami. Niski, gruby, z brudnymi włosami i bystrym, przenikliwym spojrzeniem pojawia się przed nami jak żywy.

Doskonała książka. Po jej przeczytaniu zabrałam się z apetytem za „Stracone złudzenia”.

PS. Na marginesie – razem z dwiema książkami, które kupiłam, dostałam ulotkę zachęcającą do zaprenumerowania całej serii. Ulotka liczyła cztery strony formatu A4 – nie zmieściły się na niej jednak ani tytuły książek wchodzących w skład serii, ani ich liczba, ani cena całej prenumeraty (!), a jedynie hasła zachęcające do sięgnięcia do kieszeni, przepisane słowo w słowo z podręcznika do marketingu. Żenada.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s