Mikrotalent

W poczekalni Blasków Naszych Milusińskich kłębił się rozgorączkowany tłum.

Matki uspokajały znudzone i grymaszące pociechy, ojcowie przestępowali z nogi na nogę. Rozglądali się z niepewnością, kątem oczu spoglądając jedni na drugich. Mieli ochotę wymienić się wrażeniami, a właściwie powiedzieć głośno, że tak naprawdę nie wierzą w cały ten cyrk. Blaski Naszych Milusińskich, też coś! Jednak albo milczeli, albo ograniczali się do kąśliwych uwag. “Niechże pan go wreszcie uspokoi!” – odzywał się ponuro któryś z czekających, wskazując na płaczącą latorośl sąsiada.
Żona niecierpliwego mężczyzny brała go za rękę lub delikatnie dotykała ramienia. “No, cicho bądź, cicho, już niedługo”. “Do mnie mówisz czy do bachora?” – krzywił się podirytowany facet. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki, wyrastała przed nimi zmęczona pielęgniarka. “Zapraszam państwa!” – mówiła, a wtedy rodzina, a także wszyscy naokoło milkli. Na twarzach pojawiało się napięcie. “Zaraz wszystko będzie jasne” – myślały kobiety. “To i tak nieprawda, wyrzucanie pieniędzy w błoto” – pocieszali się mężczyźni. A potem tak jak ich żony posłusznie szli za pielęgniarką, otwierającą drzwi do gabinetu lekarskiego.

Gabinetów było pięć, o wiele za mało jak na zapotrzebowanie.

Poczekalnia, recepcja, uniformy personelu – wszystko pomalowano na zielono. Zielone były też ulotki, wydrukowane na grubym, bajecznie drogim papierze. Rozpoczynały się cytatem: „Każdy z nas jest wyjątkowy. Każdy ma jakiś szczególny talent, dar od losu. Założyłem Blaski Naszych Milusińskich po to, by żaden z tych cudownych prezentów natury nie umknął naszej uwadze. Teraz tylko od Ciebie zależy, czy pomożesz swojemu dziecku odkryć przeznaczoną mu ścieżkę…”

Oczy Anny prześliznęły się po tekście i zatrzymały na wizerunku starszego, wyjątkowo przystojnego mężczyzny. – Ciekawe, czy założyciel Blasków tak samo wygląda w rzeczywistości? – pomyślała.

Trzask! Drzwi do najbliższego gabinetu otworzyły się z hukiem. Na progu pojawiła się rodzina, barczysty, czerwony na twarzy ojciec i zapłakana matka z zawiniątkiem na ręku.

– Pijak! Następny pijak w rodzinie! – zawodziła kobieta.

– Cicho! – ofuknął ją mąż. – Specjalista dynamiki płynów znaczy pewnie co innego…

– A co niby? Powiedz, jak taki jesteś mądry! Dynamika płynów! W ojca się wda, w ojca!

– Cicho!…

Maciuś poruszył się, ale nadal spał.

– No właśnie, czasami to jest zupełnie niejasne – odezwała się sąsiadka Anny, dwudziestolatka z grubym makijażem. – Nie rozumiem, przecież tyle płacimy… Siostro! – złapała za rękę przechodzącą pielęgniarkę. – Ile jeszcze mam czekać? Skoro umawiacie państwo na godziny, powinniście dotrzymywać terminu!

– Przykro nam, czasami analiza trwa długo. Uprzedzaliśmy… – pielęgniarka wywinęła się zręcznie i natychmiast odeszła.

Sąsiadka westchnęła. Obrzuciła Annę szybkim spojrzeniem.

– A pani czego się spodziewa? – zapytała. – Ja mam przeczucie, że moja będzie gwiazdą telewizyjną. Teleturnieju, na przykład. No, w sumie mogłaby być i prezenterką…

– Makler, makler instrumentów pochodnych! – wołał na całą poczekalnię jakiś szczęśliwy ojciec, niosąc na wyciągniętych rękach swojego milusińskiego. – Na emeryturze przeniesiemy się na Kanary!…

– Instrumentów pochodnych? Też coś! – prychnęła dwudziestolatka. – Ale Kanary to niegłupie…

Anna czuła, że zaczyna ją boleć głowa. Pochyliła się nad Maciusiem. “A ty, moje maleństwo?” – pomyślała, poprawiając mu z czułością czapeczkę – “To wszystko jedno, wszystko jedno” – próbowała przekonać samą siebie – “ale warto wiedzieć wcześniej, wybrać właściwą szkołę, może nawet przedszkole, znaleźć pasujące dodatkowe zajęcia…”.

– Proszę pani!

Anna podniosła oczy. Stała przed nią zielona pielęgniarka.

– Proszę do gabinetu numer dwa!

***

Maszyneria trzeszczała, dudniła, sapała z nieukrywanym wysiłkiem. Ścianki trzęsły się lekko, diody migały, najpierw na żółto, potem na pomarańczowo. Lampki zapalały się od dołu do góry, potem gasły, znów się zapalały, trzeszczenie zamieniało się w warkot. “Uchu, uchu, uchu” – wydobywało się z wnętrza, a Anna ledwo trzymała się ze strachu na nogach. Nie mogła uwierzyć, że przyszła tu dobrowolnie, że pozwoliła, nie, nawet zapłaciła za to, by zabrano jej Maciusia i włożono do samego środka tego przerażającego, pufającego, idiotycznego urządzenia.

– Czy wszystko jest w porządku? – nie wytrzymała, gdy maszyna stęknęła szczególnie głośno.

– Słucham? – lekarz wypełniał przy stole kartę badań, zakreślał powoli kolejne rubryczki.

– Czy to zawsze tak działa? – Anna wskazała na dyszącą maszynę.

– Jak?

Trzaski wzmogły się. Anna miała wrażenie, że gdzieś w tle słyszy pisk Maciusia.

– Proszę przerwać! Zmieniłam zdanie!

Lekarz podniósł głowę, popatrzył na nią zza okularów.

– Niech się pani uspokoi.

– Ja jestem spokojna, ale proszę…

– Deszyfrator pozytronowy właśnie tak działa.

– Ale…

– Wszystko jest w porządku. Pani syn smacznie śpi.

Anna wzięła głęboki oddech.

– Przepraszam – powiedziała cicho. – Pewnie wszyscy rodzice trochę histeryzują.

– Trochę? – lekarz ożywił się – Żeby to było trochę! Co drugiego muszę prosić o czekanie na korytarzu! A najgorsze, że mimo uprzedzeń, mimo wyjaśnień, nie ma takiego, któryby nie domagał się zwrotu pieniędzy po niesatysfakcjonującej deszyfracji. Wie pani, ojciec wyobraża sobie, że syn będzie koszykarzem, my zaś odkrywamy wybitny talent kucharski. I co – powinien być zadowolony, nawet szczęśliwy, bo większość ma mikrotalenty, a taki grozi, wrzeszczy. Wczoraj musiałem nawet zeznawać w sądzie…

– Doktorze – przerwała pielęgniarka, obsługująca deszyfrator. – Już.

– A, tak – lekarz podszedł do urządzenia, nacisnął kilka przycisków. Lampki zgasły, zrobiło się cicho.

Hop! – wysunęła się szufladka. W środku był Maciuś, cały i zdrowy.

Anna chwyciła go na ręce, mocno przytuliła. Syn cały czas spał. “Jak dobrze, jak dobrze. Teraz to naprawdę wszystko jedno!”.

Zaszumiała drukarka, lekarz podszedł do niej, popatrzył na wydruk.

– Mikrotalent – powiedział, podając papier Annie. – Przykro mi.

– Nic nie szkodzi…

Wzięła kartkę, przeczytała ją raz, potem drugi.

– Nie rozumiem – powiedziała bezradnie.

– Czego?

– “Unikalna zdolność: wykrywanie w tekstach podwójnych spacji”. O co tu chodzi?

Lekarz unikał jej wzroku.

– Podwójnych? A potrójnych nie?

– Badanie skończone! – pielęgniarka stanęła przed nią, krzyżując ręce na piersiach. – Zapraszam do recepcji!

***

Anna oprzytomniała dopiero w poczekalni. “To naprawdę wszystko jedno” – przypomniała sobie. – “Nie należy się przejmować. Adam miał rację, strata pieniędzy” – myślała, czując jednocześnie, że podwójne spacje zapadły jej głęboko w duszę.

Gdy zbierała się do wyjścia, pojawiła się znajoma dwudziestolatka.

– I co?

– Malarz abstrakcyjny! – odpowiedziała Anna dostojnie i surowo.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s