Totalna demokracja

Funkcjonariusz demokracji czekał na mnie na schodach kościoła.

To było popołudniowe nabożeństwo i przed ołtarzem świeciło pustkami. W ogromnym gmachu oprócz mnie znajdowało się jedynie dwóch seniorów. Choć usiadłem daleko od nich, czułem, że przyglądają mi się z podejrzliwą ciekawością. Zupełnie jakby w ich żyłach płynęła nie krew, lecz zerojedynowe ciągi.

Ledwie to pomyślałem, zmartwiłem się – czy robotik może przeczytać moje myśli?

Rozejrzałem się bojaźliwie. Pochylające się nade mną sklepienie wydawało się obojętne, ale ja nie dałem się zwieść pozorom. Wiedziałem, że w tych ścianach, jak w każdych innych, zatopione były istoty żywe – inteligentne komputery. Ich zadaniem było obserwować ostatnich czcicieli pradawnego kultu. Obserwować i ewidencjonować.

Seniorzy przeżegnali się, więc i ja uczyniłem znak krzyża. Pomyślałem, że jestem jak ten, który na nim wisi. Świadomie oddający się w ofierze. Przecież przyszedłem tu specjalnie – monologowałem w duchu – i wiedziałem, co mnie czeka. Nie miałem nadziei uniknąć badawczego spojrzenia robotików. Pojmowałem doskonale, że w zetknięciu z przenikliwym wzrokiem elektronicznych oczu jestem bez szans. Jak to mówią? Matkę oszukasz, ojca oszukasz, ale robotika nie oszukasz.

Westchnąłem.

Z drugiej strony – w guncie rzeczy byłem ciekawy, jak to się odbędzie. Dlatego cały czas, nawet podczas podniesienia, miałem włączone spektrowizory i znajdowałem się w rozszerzonej rzeczywistości. Sądziłem, że odezwą się lada chwila. Oczekiwałem suchego, lakonicznego maila, napisanego według wzoru. Przez cały czas zerkałem na boki, usiłując klękać, podnosić się i w ogóle zachowywać się tak samo, jak pozostali zgromadzeni, a jednocześnie zezowałem na ikonkę poczty elektronicznej. Czekałem, aż zaświeci się na czerwono, sygnalizując przybycie wiadomości dotyczącej mojego Indeksu Postawy Obywatelskiej.

Co ciekawe – czekałem bezowocnie. Widocznie liberalna, humanitarna większość uznała, że taka akcja nie może obyć się bez udziału czynnika ludzkiego.

Funkcjonariusz demokracji, czekający na schodach, był to młody chłopak, wezwany na służbę w trybie pilnym. Jak się miałem zaraz przekonać, całą sprawę traktował rutynowo.

– Pan X?

– Tak – odpowiedziałem krótko. Kłamanie pozbawione było sensu – maszynka, którą miał na szyi, zawierała skaner siatkówki, oraz, jak przypuszczałem, podręczny rezonans jądrowy do badania fal mózgowych. Wiedział, że ja to ja.

– Pana obecność w placówce sakralnej numer 47 uruchomiła Alert IPO – powiedział poprawiając spekrowizory. – Zjawił się pan tu po raz pierwszy. Stałe opóźnienia reakcji w stosunku do pozostałych zebranych, krążące ruchy gałek ocznych i ponadprzeciętne przestępowanie z nogi na nogę zostało zinterpretowane jako dowód, że nie jest pan wyznawcą tej religii. Zgodnie z wykładnią behawioralną dowód ten traktowany jest jako niepodważalny…

Prychnąłem. Popatrzył na mnie bezbarwnym wzrokiem, a potem przesunął w powietrzu rękę, jakby otwierał nią elektroniczną szufladkę.

– Według danych nie przynależy pan do żadnego kościoła.

– A nie można zacząć?

– O tym zaraz… – znów poruszył ręką w powietrzu, najwyraźniej przesuwając przed oczy poprzedni tekst. – W związku z tym, co wymieniłem, jest moim obowiązkiem poinformować pana o tym, co następuje: po pierwsze, pańskie dzisiejsze uczestnictwo w nabożeństwie nie wpłynie na pana IPO, czyli nie zostanie zinterpretowane jako zwrot w kierunku poglądów konserwatywnych. Ty samym nie zmienią się pana preferencje wyborcze… – zawahał się, jakby szukając czegoś – pan głosuje? A, tak, świetnie. Więc w tej kwestii nic się nie zmieni. Po drugie, pana IPO może zmienić się dopiero po kolejnych wizytach w kościele tego wyznania, a wtedy możliwe jest, że pana głos zostanie zapisany innej partii niż dotychczas…

– Ile? – przerwałem mu.

– Co? – kiedyś powiedziałbym, że podniósł na mnie oczy; teraz, że po prostu skoncentrował uwagę na moich źrenicach.

– Ile razy mam być w kościele, by one uznały, że uwierzyłem?

Chrząknął.

– Muszę panu przypomnieć, że jestem funkcjonariuszem demokracji na służbie. Tym samym jest moim obowiązkiem odnotować pana wypowiedź jako dowód przejawiania przez poglądów techno-anarchistycznych. To zmieni pana IPO. Zostanie pan o tym powiadomiony…

Ikonka e-maila zaświeciła się na czerwono.

– …w osobnym mailu. Jeśli…

– A co, jeśli zmieniłem poglądy? – przerwałem mu. – Nie chcę już być liberałem. Chcę zmienić swoje IPO natychmiast, teraz. Pojutrze są wybory, prawda? Chcę głosować inaczej niż dotychczas!

Patrzył na mnie wielkimi oczami. Choć nie miałem skanera fal mózgowych, wiedziałem, co myślał: kolejny wariat.

– Przykro mi, ale nie może pan tego zrobić – odpowiedział spokojnie.  – Będzie to możliwe dopiero wtedy, gdy pana zachowanie ulegnie trwałemu przekształceniu.

– Ale kto to ocenia? No kto?

– Robotiki.

– A więc to, co mówię i myślę, nie liczy się?! – to już nie miało na celu wybadania go. Zdenerwowałem się naprawdę.

Cofnął się.

– Według zapisanej w konstytucji wykładni behawioralnej „nasze poglądy są odbiciem naszych czynów”.

– Jesteśmy ich niewolnikami! – zacząłem krzyczeć – Nie widzisz tego człowieku? One, robotiki, badają każdy nasz krok! Już nie my określamy, kim jesteśmy, one robią to za nas!…

Ikonka e-maila raz po raz świeciła na czerwono.

***

To było naprawdę proste zadanie, a ten kretyn nawet je potrafił spieprzyć. Technokretyn. Patrzyłem na niego, jak spokojnie opowiadał mi o swoich wyczynach przed świątynią, i miąłem w rękach mandat za obrazę porządku publicznego, który wręczył mi jako dowód wykonania misji. Oczywiście żadnej misji nie wykonał – miał zbadać działanie systemu w sytuacji typowej, a tymczasem od razu stworzył sytuację nietypową. Zresztą, pal diabli całe doświadczenie! Z tego, co słyszałem, zdradził się ze wszystkimi naszymi poglądami! Gdyby nie jego ewidentne skrzywienie technokratyczne, mogliśmy zostać zauważeni, wyciągnięci z podziemi i umieszczeni w centralnych rejestrach z przylepioną łatką burzycieli, jeszcze zanim nasz ruch okrzepł na tyle, by oddziaływać na szersze grupy społeczne!

Nie mogłem jednak wypowiedzieć głośno swoich myśli. Nie mieliśmy wielu zwolenników. Kiedyś, w przyszłości, zrezygnuję z szaleńców, abnegatów i kretynów. Teraz potrzebni mi byli wszyscy.

– Doskonale – rzuciłem, zaciskając palce na mandacie. – Teraz wiemy już, że jedna msza nic nie zmienia, choć zostaje się zauważonym…

– I to na zawsze, na zawsze! – przerwał mi, ocierając pot z tłustych, czerwonych policzków. – One zapamiętają to, co zrobiłem. I zapamiętają mnie!

Do pokoiku, w którym rozmawialiśmy, wszedł jeden z techników.

– Czysto – powiedział, zdejmując z pleców aparaturę. – Możemy zaczynać.

Delikatnie, samymi opuszkami palców dotknąłem ramienia technokretyna.

– Partia nie zapomni ci tego, co zrobiłeś – powiedziałem tak cicho, żeby tylko on mnie usłyszał. – A teraz chodź ze mną. Na zebranie wolnych ludzi! – dodałem głośniej, prostując plecy.

Technik popatrzył na mnie z oddaniem.

– Witam wszystkich, którzy zdecydowali się dzisiaj do nas dołączyć – zacząłem kilka chwil później, stając przed słuchaczami. – Przypominam o konieczności wyłączenia internetu. Dziękuję wam nie tylko za przybycie, ale za zgodę na poddanie się upokarzającej procedurze, od której uzależniony był wstęp do tego budynku. Widzę przed sobą nowe twarze, więc przypomnę jej sens: badając wasze ubrania i naskórek upewniliśmy się, że nieświadomie nie wnosicie tu ze sobą robotika. Mogę was przy tym zapewnić, że te magazyny nie przyciągnęły jeszcze uwagi komputerów. Dlatego – zrobiłem krok do przodu – możemy mówić tu o wszystkim, o czym zechcemy, możemy głosić najbardziej radykalne poglądy – i skrzynka pocztowa żadnego z nas nie zapali się na czerwono. To, że tu jesteśmy, nie zostanie odnotowane w żadnym rejestrze, na żadnym serwerze.

Umilkłem na chwilę i przyjrzałem się audytorium. Było ich więcej niż zazwyczaj. Siedzieli w ciemnościach na pustych kartonach i złomie powyciąganym z kątów magazynu. Tylko jeden staruszek zaryzykował przemycenie pod płaszczem rozkładanego krzesełka.

O ile mogłem się zorientować, słowa o nowych twarzach były przesadą. Widziałem raptem jednego nowicjusza, chowającego się na samym końcu sali. Jednego, ale za to w przeciwieństwie do mnie i moich słuchaczy – młodego. Doskonale, pomyślałem, zaczynamy oddziaływać na juniorów!

– Ideologia jest siłą! – krzyknąłem i z zadowoleniem spostrzegłem, że wszyscy, nawet najstarsi partyjni towarzysze, podskoczyli na swoich zaimprowizowanych siedzeniach – wiara jest mocą! Prymitywny behawioryzm, pochodna dwudziestopierwszowiecznego hedonizmu, doprowadził do dehumanizacji człowieka. Walka o poglądy to walka o człowieczeństwo! – Przykucnąłem, zmuszając ich do opuszczenia głów. – Przypomnę to, o czym wszyscy wiemy: narodziny sztucznej inteligencji zbiegły się z zakwestionowaniem zaufania społeczeństw do ideologii i ideologów. Nasi przodkowie, nie tracąc wiary w demokrację, utracili wiarę w to, że demokracja pozwoli wyłonić przedstawicieli dbających rzetelnie o ich interesy. Szereg przemian społecznych, obejmujących sposoby zarabiania i tempo życia, stał się pretekstem do zobojętnienia na politykę. Efektem była powszechna rezygnacja nie tylko z poznawania poglądów politycznych innych, ale i posiadania własnych. Genezą zła nie był więc rozwój technologii – mówiąc to odwróciłem głowę, tak by nie widzieć technokretyna – ale uznanie, że politologia to luksus, na który mogą pozwolić sobie wyłącznie elity.

– Jak nam wiadomo – ciągnąłem, wstając – skrypty sztucznej inteligencji opierają się na kilka aksjomatach. Jeden z nich głosi, że demokracja jest ustrojem politycznym, do którego winny dążyć wszystkie społeczeństwa świata. Ledwie powstały, robotiki twórczo rozwinęły ten koncept, znajdując jednocześnie tak zwane rozwiązanie problemu obojętności wobec polityki. Była nim znana wszystkim behawioralna wykładnia, która stanowi podstawę naszej i innych konstytucji: „nasze poglądy są odbiciem naszych czynów”. Innymi słowy – było nim zło.

Sala poszerzyła się i pojaśniała. Audytorium też jakby się zwiększyło.

– Chodzisz do kościoła? Twój głos zostanie przypisany chadekom. Wykorzystujesz odpisy na dobroczynność? Jesteś wyborcą centrum. Popierasz klonowanie i korzystasz z banku tkanek? Liberał, oczywiście liberał. Mieszkasz na wsi? Ludowcy. I nawet nie musisz chodzić do urny! Co tam – chodzić! Nawet nie musisz głosować w internecie! Wystarczy, że płacisz podatki, a robotiki same określą twoje poglądy! Policzą, ile zarabiasz, zbadają twój tryb życia, przypiszą do określonej grupy społecznej – i już masz gotowy Indeks Postawy Obywatelskiej! I twój głos jest automatycznie przypisywany określonej partii! Nie dość, że nie musisz głosować, nawet nie musisz o tym myśleć! Co za zdobycz cywilizacji – uczestniczysz w demokracji samym swoim zachowaniem! Koniec z socjotechniką, z piarem, z nabieraniem wyborców! Koniec z walką o poglądy, w które nikt nie wierzy!

Zrobiłem pauzę, by nabrać powietrza w płuca.

– Zło! – krzyknąłem. – Tak narodziło się zło! Jesteśmy tu po to, by z nim walczyć! Po to, by odzyskać prawo do poglądów, do opinii, po to, by przywrócić ludzkiej myśli utraconą wartość. Jesteśmy tu, bo nie chcemy być obserwowani jak zwierzęta w zoo. Jesteśmy tu, bo wierzymy, że nie tylko to, co robimy, ale i to, co mówimy, ma znaczenie.

Na sali zapanowało poruszenie. Ktoś zaczął klaskać, ktoś inny poderwał się z miejsca i zdaje się próbował wznosić okrzyki. Wyciągnąłem rękę.

– Ideologia jest siłą – powiedziałem już spokojnie. I powtórzyłem mocno – jest siłą!

***

Muszę przyznać, że był przekonywujący. Wciągnąłem się. Zainteresowałem. Siedziałem na samym końcu, więc nie widziałem go za dobrze, ale słyszałem. Wystarczyło. Zrobił na mnie wrażenie.

Nawet argumenty ewidentnie bezsensowne – że zanim ruch nie okrzepnie, muszą się ukrywać, że na początku łatwo mogą zostać zmarginalizowani i okrzyknięci wariatami – brzmiały w jego ustach logicznie. Gdyby nie to, po co tu przyszedłem, kto wie, może zdobyłby nowego wyznawcę?

Niestety, nie mogłem sobie pozwolić na wątpliwości. Zbyt długo szukałem czegoś takiego: małej, niezarejestrowanej grupki, działającej poza oficjalnymi partiami, z których żadna nie chciała mnie przyjąć. A właściwie to może i chciała, ale zanim doszedłbym w którejś do pozycji… Ba, zanim w ogóle wystawiliby mnie na listy wyborcze, minęłoby mnóstwo czasu. No i musiałbym się naharować.

A przecież do władzy można dojść inaczej. Szybciej. I minimalnymi nakładami: w zasadzie musiałem tylko zaopatrzyć się w jedno małe urządzonko…

Niezauważony przez nikogo wyjąłem je z kieszeni i wcisnąłem przycisk.

Jednocześnie dotknąłem spektrowizorów i wszedłem do rozszerzonej rzeczywistości. Zabawny ten świat: powodzenie zależało od tego, czy będę wystarczająco prędko klikał. Ale miałem przewagę – oni wszyscy, zasłuchani w głos przywódcy, wyszli z sieci. Byłem więc jedynym, który czekał na czerwonego maila.

I mail ten przyszedł już po kilkunastu minutach.

“Alert IPO. Do obywatela….” – i tu moje imię i nazwisko – “w dniu 3 maja 2130 roku została odnotowana twoja obecność w magazynie nr 55 przy ulicy Trzydziestej Ósmej, gdzie zaobserwowano i zarejestrowano działalność nieznanego stronnictwa ideologicznego. Została mu przypisana nazwa kodowa”… – dalej były nudne technikalia, które pominąłem.

Kątem oka zauważyłem, że na sali wszczął się ruch. Czyli jednak mieli włączone alarmy, które – późno, bo późno – ale poinformowały ich, że odpaliłem ukrytego robotika… Nie miałem czasu zastanawiać się nad tym, tak szybko przebiegałem wzrokiem wiadomość.

I wreszcie – jest!

„Stronnictwo nr…, którego działalność została w dniu dzisiejszym zarejestrowana, i do którego, na podstawie obecności w magazynie nr 55 przy ulicy Trzydziestej Ósmej, zostałeś przypisany, nie ma jeszcze zarejestrowanych kandydatów do władz samorządowych i ogólnokrajowych. Jeśli chcesz się zarejestrować, kliknij na poniższy link”.

Kliknąłem.

A potem trzeba było wiać.

***

Zwolniłem dopiero kilkanaście przecznic dalej. Obejrzałem się, ale nie było powodów do niepokoju – żaden z tych staruszków nie mógłby mnie doścignąć. Odetchnąłem, poprawiłem płaszcz i ruszyłem w stronę domu.

Niepokoiło mnie tylko jedno: czy ich głosów wyborczych, które system przypisze jedynemu kandydatowi – czyli mnie – wystarczy na ciepłą posadkę w samorządzie?

Przekonam się pojutrze, w dniu wyborów.

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Totalna demokracja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s