Dzicz nieujarzmiona

Dawno już nie oglądałam filmu, który jednocześnie zirytowałby mnie i poruszył. Oba te uczucia wywołał „Into the wild” Seana Penna – oparta na faktach historia dwudziestolatka Chrisa, który po ukończeniu collegu’a porzuca dom oraz bliskich i udaje się na włóczęgę po Ameryce. Potrzeba rozpoczęcia nowego życia to efekt zarówno trudnego dzieciństwa w skłóconej rodzinie, jak i idealistycznych lektur – Londona, Tołstoja, Thoreau, sławiących egzystencję na łonie natury. Chris oddaje oszczędności na cele dobroczynne, pali karty kredytowe, zmienia imię i rusza przed siebie. Kolejne epizody pokazują jego spotkania z różnymi, ale zawsze dobrymi ludżmi – parą podstarzałych hipisów, pełnym życia farmerem, weteranem wojennym. Równiecześnie poznajemy historię jego ostatniej przygody: zamieszkania na Alasce, w autobusie porzuconym w dziczy.

Pierwszy kwadrans „Into the wild” jest znakomity,  potem w film wkrada się fałszywy ton. Za bohaterem przemawia jego uroda i młodość, ale nic ponad to. Moim zdaniem to egoista, skoncentrowany na sobie, niezdolny do odwzajemnienia uczuć, jakie wzbudza na szlaku. W stosunku do rodziny zachowuje się niczym psychopata – odchodzi z domu i przez wiele miesięcy ani razu nie zawiadamia nikogo, że żyje: nawet ukochanej siostry, niegdyś najbliższej mu osoby. Ten facet tak naprawdę nawet rozmawiać z innymi nie umie: puszy się, moralizuje, wygłasza książkowe mądrości. A wszyscy są nim zachwyceni! I przygodni znajomi, i porzucona rodzina, i nawet kamera! Wszyscy, włącznie z realizatorami, wydają się myśleć, że ten okrutny egocentryk to nadzwyczajny, głęboki i wrażliwy chłopak.

Na szczęście jest w filmie ktoś, kto mówi: „sprawdzam”. To przyroda – ale nie łagodna, urokliwa, dzieląca się z człowiekiem swoimi darami, tylko obojętna i brutalna. Ostatnia godzina filmu jest znakomita: Chris nagle przekonuje się, że nie wystarczy porozmawiać z myśliwym o sprawianiu zwierząt, by umieć sprawić łosia; że nie wystarczy przeczytać atlas roślin jadalnych, by rozpoznać je w terenie. Jack London pisał pouczająco, ale nie dość go znać, by dostosować się do praw panujących na północy. Największe wrażenie zrobiła na mnie scena, kiedy bohater, po udanym polowaniu, staje nagle naprzeciwko góry krwawiącego mięsa – i doznaje emocjonalnego szoku. Widać, jak wiele minęło stuleci od czasu, gdy nasi przodkowie chodzili na łowy…

Finał filmu jest uczciwy – naiwność oraz egozim zderzają się z nieromantyczną rzeczywistością i roztrzaskują w pył. Nawet minęła mi irytacja, za po posmutniałam. Penn udowodnił, i to bez dwóch zdań, że o ucieczce od cywilizacji nawet marzyć nie ma już po co.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s