Ambra

Był bardzo stary i trzymał w ręku przedmiot, którego nie umiałem nazwać.
– Kto to? – zapytała moja córka.
– Grzybolub – odpowiedziałem bez wahania.
– Hę?
– No spójrz – dotknąłem palcem szyby – staruszek, który zrobił sobie własnego grzyba. Grzyb ma długi cienki trzonek i wielki kapelusz.
– Ale grzyby są małe.
– Tak…
– I nie mają zakręconych nóżek.
Nie mają, przyznałem w duchu.
– I nie nosi się ich nad głową.
– Wysiadamy – przerwałem, bo autobus zatrzymał się na przystanku.
Ledwie stanęliśmy na chodniku, dookoła zaszumiało.
– Chcę takiego grzyba – powiedziała Sybilla, wchodząc w sam środek kałuży.
– Uważaj! – podniosłem ją do góry. – I natychmiast włącz ambrę!

Prawie jednocześnie dotknęliśmy guzików. Odetchnąłem z ulgą – deszcz nie kapał mi już za kołnierz, ale odbijał się od pola siłowego. Tak jak córka znajdowałem się w bezpiecznej, przezroczystej bańce w kształcie jaja.
– Chcę takiego grzyba – powtórzyła mała z uporem.
– Po co? – zapytałem machinalnie, biorąc ją za rękę. Nasze pola połączyły się.
– Żeby się schować przed deszczem!
Popatrzyłem na córkę zaskoczony. Potem spojrzałem na plecy oddalającego się staruszka – i zrozumiałem.
– Poszukam czegoś takiego w sklepie z antykami – obiecałem. – Ale nie spodziewaj się za wiele. W końcu nawet nie wiemy, jak to się nazywa…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s