Nabrać smaka na maka

Najpierw się pochwalę: znam kogoś, kto zna kogoś, kto dotykał iPada… Podobno jest to urządzenie podobające się od pierwszej chwili – piękny przedmiot, który chce się mieć.

Jak Apple osiąga taki efekt? Wyjaśnia to książka  „Być jak Steve Jobs” Leandera Kahneya. Autor, redaktor „Wired” opisuje punkt po punkcie, co składa się na magię firmy z jabłuszkiem. Według Kahneya są to: upierdliwość, wybuchowość, perfekcjonizm, pracocholizm i umiłowanie prostoty Steve’a Jobsa. Legendarna postać szefa Apple’a nie jest przy tym malowana w czarnych barwach – Leander wymienia poszczególne cechy charakteru Jobsa, a potem pokazuje, co dzięki nim zyskuje Apple. Oraz co traci – głównie ludzi, którzy nie są w stanie znieść tempa pracy narzuconego przez oprawcę-innowatora.

„90 godzin na dobę z uśmiechem na ustach” – tak podobno pracowali inżynierowie przy Macu. I jakoby czynili to chętnie i nikt się nie buntował – jeden z talentów szefa Apple’a polega bowiem na tym, że potrafi zmotywować ludzi do jak największych wysiłków i przekonać ich, że uczestniczą w czymś wyjątkowym.

Czytając, zastanawiałam się nad jednym: czy Apple jest korporacją? Czy wciska pracownikom ideologię, która ma usprawiedliwić czas i energię, jaki poświęcają pracy? Czy sprawia, że ludzie porzucają swoje dotychczasowe życiowe cele i zastępują je celami podsuniętymi przez firmę?

A jeśli tak – to czy usprawiedliwieniem jest, że w efekcie powstają te wszystkie dopracowane, dopieszczone do ostatniego przycisku i piksela produkty? To oczywiste, że nie ma sensu szarapać się dla pracodawcy, który produkuje badziewie. A dla takiego, któremu  zależy na tym, co sprzedaje? I który stara się, naprawdę się stara, by „zaprojektować dla klienta wyjątkowe doświadczenia”? Myślę o tym i wcale nie jestem pewna odpowiedzi.

Niestety, sama książka rozczarowuje. Temat to samograj – zepsuć go nie sposób i nie został zepsuty. Ale „Być jak…” to utwór amerykański, napisany na drażniącą modłę poranika biznesowego. Autor wielokrotnie się powtarza, wyrażając raz po raz te same myśli tymi samymi słowami. Nie lubię tego: mam wrażenie, że po pierwsze, jestem traktowana jak idiota, który jak usłyszy tylko raz, to na pewno nie zrozumie; po drugie – że nie było o czym pisać, więc klepiemy w kółko to samo. Na dodatek Leander zdecydował sie pisać problemowo, a nie chronologicznie, co czyni lekturę nieco uciążliwą – każdy rozdział to ciągłe skoki w czasie, wielokrotnie przywołuje się te same wydarzenia i te same postaci. W rezultacie całość nie ma „ciągu” – gdyby nie tematyka, nie dobrnęłabym do końca.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s