Archiwum

Archiwum dla Sierpień 2011

Suseł Snu doświadcza uroków lata

Sierpień 18, 2011 Dodaj komentarz

Był środek sierpnia. Suseł Snu uciął sobie drzemkę w rozgrzanym zbożu. Ledwie jego metabolizm zaczął zwalniać, gdy coś go obudziło – piskliwe gwizdy i basowe sapnięcia.

“No i znów fałdki nie spęcznieją” – pomyślał Ponury Suseł Snu i podniósł głowę pełną nieprzyjaznych myśli.

Na skraju lasu zobaczył Mocarną Kurę i trzy Pękate Perliczki. Mocarna Kura miała na sobie spodenki gimnastyczne i trenerską czapkę z daszkiem. Na jej szyi dyndał pomarańczowy gwizdek. Obfite ciała perliczek opinały rajtuzy w wyszczuplających kolorach.

Kura stanęła przed nimi i zawołała:

- A teraz na mój znak – podnosimy skrzydełka! – po czym przeraźliwie gwizdnęła.

- Halo! – zaczął Bardzo Ponury Suseł, zbliżając się. – Ja protestuję! Takie hałasy i…

- Aaaaa – wrzasnęły chórem Pękate Perliczki. – Samiec!

- Spokojnie, moje panie – Mocarna Kura podniosła władczo skrzydło. – My tu mamy trening FB – powiedziała do susła.

- Fejsbuka? – zapytał inteligentnie suseł.

- Fat Burning – kura popatrzyła na niego z góry. – I proszę mi nie rumienić kursantek.

- Ja chciałbym tylko zauważyć, że panie spalają nieco głośno…

- Spalamy? Nic podobnego – zawołały perliczki. – Tak sobie tylko machamy…

- Skrzydełkami…

- Nóżkami…

- Wesoło nam…

- Słoneczko…

- Tylko jesteśmy takie samotne…

- To ja już sobie pójdę – rzucił Suseł Snu i widząc, że Mocarna Kura także otwiera dziób, oddalił się w te pędy.

“Masz ci los” – pomyślał na drugim końcu łąki. “Babie lato…”

“Korczak. Próba biografii”

Sierpień 17, 2011 Dodaj komentarz

Przyznam od razu: nie bardzo mi się ta książka podobała. Początkowo czytałam powoli i uważnie, lecz z czasem spostrzegłam, że skaczę wzrokiem między wierszami, wybiegam do przodu, poszukując interesujących fragmentów. Tak samo postępowałam w dzieciństwie połykając powieści przygodowe: często darowywałam sobie rozwlekłe opisy, wymagając od autora informowania mnie wyłącznie o przebiegu akcji.

„Korczak” wydaje mi się najlepszy na początku, gdy autorka próbuje z okruchów pamięci, śladowych wspomnień, fragmentarycznych przekazów odtworzyć historię rodu Janusza Korczaka (a właściwie Henryka Goldszmita). Kim był jego pradziadek? Jak udało się dziadkowi, sierocie, zostać dyplomowanym lekarzem, założycielem szpitala w Hrubieszowie? Ciekawe są też losy ojca, adwokata, który w czasach prosperity żył na szerokiej stopie, stać go było a mieszkanie na Miodowej, po czym oszalał i umarł w wieku ledwie 50 lat. Niestety wraz z pojawieniem się głównego bohatera opowieść zaczyna się rozsypywać. Są w niej fragmenty przywołujące historię Polski końca XIX i początku XX wieku – na mój gust jednocześnie za długie i za mało pogłębione. Irytowały mnie również pojawiające się wtręty odautorskie w stylu „to co wtedy i wtedy powiedział pan X o polskiej kulturze politycznej pozostało aktualne”. Pozostało, ale nijak ma się do tematu. Autorka obszernie pisze też o historii stosunków żydowsko-polskich i polsko-żydowskich. Przywołuje losy własnej rodziny, a szczególnie dziadków, Mortkowiczów, którzy w okresie międzywojennym byli wydawcami Korczaka. To wszystko jednak zamiast przybliżać, oddala od głównego bohatera.

Janusz Korczak był człowiekiem skromnym, nieśmiałym, usuwającym się na drugi plan, do ostatniego rzędu. Pisząc jego biografię tak jak to zrobiła Olczak-Ronikier, bardzo szeroko, ryzykuje się, że bohater się zgubi. Mam wrażenie, że to się właśnie stało w przypadku „Próby biografii”. Dlaczego Korczak nie założył rodziny? Dlaczego nie adoptował żadnego ze swych podopiecznych? Jak z dzisiejszej perspektywy oceniać jego koncepcje wychowawcze? Jakie miejsce zajmuje jego pedagogika wśród innych systemów pedagogicznych – czy czerpano z niej wzorce? Jakie były nakłady jego książek przed i po wojnie? Co sądził o sobie jako pisarzu? Niby w “Korczaku” są odpowiedzi na te pytania, ale nie sumują się do całości. Nie tworzą spójnego obrazu Starego Doktora. Może marudzę u progu jesieni, ale brak mi w tej biografii klucza, jednej organizującej materiał myśli.  

PS. Wywiad Anny Bikont z Joanną Olczak-Ronikier – dobre wprowadzenie do książki.

„Korczak. Próba biografii”, Joanna Olczak-Ronikier, Wydawnictwo W.A.B., 2011

“Miłosz. Biografia”

Sierpień 7, 2011 2 uwag

Aleksander Wat napisał w „Moim wieku”, że przekleństwo człowieka polega na tym, iż swoje najważniejsze sto, sto pięćdziesiąt książek poznaje w wieku młodzieńczym, potem zaś istotne lektury pojawiają się w jego życiu sporadycznie. Miał rację. Ważne książki powstają znacznie rzadziej niż byśmy ich potrzebowali – wymagają czasu i pracy mierzonej nie w miesiącach, lecz w latach. Wasilij Grossman pisał fenomenalne „Życie i los” ponad dziesięć lat; powstała z tego powieść w pełni zasługująca na swój tytuł. Tyle samo rodziła się „Miłosz. Biografia” Andrzeja Franaszka. I już to powinno wystarczyć za rekomendację.

Wydanie tej książki to najważniejsze wydarzenie w Roku Czesława Miłosza. Żadne festiwale, dyskusje, filmy dokumentalne, odczyty nie zrobią więcej dla pamięci poety niż osiemset stron w grubych okładkach (z dodatkiem dwustu stron przypisów). Nie zamierzam pisać tu recenzji – Bajkał nie od tego – ale pokuszę się o stwierdzenie, że to biografia poetycka. Nie tylko dlatego, że gęsto utkana cytatami z Miłosza, ale też z powodu zgrania się, zharmonizowania z wierszami poety pięknym literackim językiem, precyzją opowieści i należną każdemu bohaterowi biografii powściągliwością.

Opowieść o życiu Miłosza pod piórem Franaszka wznosi się wysoko ponad polską codzienność. Bo też temat tego wymaga – Miłosz to jeden z tych gigantów XX wieku, którzy doświadczali go na wielu wojnach, w zderzeniu z dyktaturami, na różnych kontynentach. Wobec Historii, która ścigała poetę, wobec metafizycznych i religijnych tematów, które niósł w wierszach, krajowe spory wydają się – po prostu – funta kłaków warte. Piszę o tym, bo obawiałam się, czy Franaszek nie będzie przypadkiem próbował bronić Miłosza przed budzącymi rumieniec oskarżeniami, które wobec pochowanego na Skałce poety wysuwają „prawdziwi patrioci”. Na szczęście nie – autor jest za mądry na to. Może mądrością swojego bohatera?

„Miłosz. Biografia” to wspaniała książka. Zwraca nam Miłosza, jego poezję, pokazuje go jako człowieka, z należytym dystansem wobec spraw intymnych (co nie znaczy, że seksualnych), ale jednocześnie głęboko, wnikliwie. Miłosz, witalny olbrzym żądny życia, jego wszelkich smaków, bezkompromisowy, egocentryczny po męsku, do kości, pojawia się na kartach książki jako dziecko tułające się z rodzicami w żołnierskich pociągach I wojny światowej. Potem rośnie na magicznej Litwie, studiuje w Wilnie, mocuje się z Warszawą, jest świadkiem jej upadku w czasie II wojny. Następuje czas dziwnych decyzji: służba dyplomatyczna jako przedsmak ucieczki spod sowieckiego buta i ucieczka właściwa, do Francji, a potem, na dziesięciolecia do słynnego Berkeley. I akcent najwyższy: Nobel, a wreszcie sława i długie życie.

Co  jeszcze dodać? Skończę cudzym wspomnieniem. Gdzieś tuż przed rokiem 2000, wędrując z Sabinek na SGH, H. rozpoznał Czesława Miłosza spacerującego w Alejach Niepodległości. Zastanawialiśmy się nieraz, co poeta mógł tam robić, typując albo odwiedziny „Rudego” albo wspomnienia mieszkania Marii Dąbrowskiej. Po przeczytaniu Franaszka domyślam się, że były to błędne tropy – w Al. Niepodległości pod numerem 131/4 Miłosz przemieszkał całą drugą wojnę światową. Nie mogę przestać zastanawiać się, co czuł, wracając tam po ponad sześćdziesięciu latach i widząc jak bardzo – bardzo! – przez ten czas zmieniła się i ulica, i świat.

PS. Książka Franaszka stawia w nowej perspektywie słynną biografię Kapuścińskiego Artura Domosławskiego. Chociaż obie nazywane są nowoczesnymi biografiami, moim zdaniem jest między nimi zasadnicza różnica. Skandal zrobił Domosławskiemu reklamę i sprzedał książkę, ale – paradoksalnie – zaszkodził jej samej. Czytałam ją ponad rok temu i zapamiętałam jedynie skandalizujące trójkąty i amory. Na przykładzie Miłosza widać, że życie pisarza to nieraz jedno, a jego zainteresowania intelektualne i wybory literackie to zupełnie co innego. Pisząc biografię, trzeba wybierać, czy opisujemy życie, czy śledzimy narodziny twórczości. Franaszek i Domosławski wybrali inaczej.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.