Cud pod Lepanto
„Umieszczony nad ołtarzem wizerunek Ukrzyżowanego znajdował się w 1571 r. na pokładzie flagowego okręt Don Juana de Austria. Ponoć widziano, jak figura zrobiła unik przed tureckim pociskiem armatnim i stąd jej nieco dziwna poza”. Barcelona, Przewodnik National Geographic, Katedra (La Seu)
***
Rozważmy stół. To oczywiste: drewno, z którego stolarz wykonał stół, staje się stołem. Ma kształt stołu i spełnia jego funkcje. Siadając przy stole nikt nie powie: wygodne drewno. Powie: wygodny stół.
Rozważmy malowaną różę. Farba, której użył malarz, nigdy nie zmieni się w kwiat. Ktoś, kto stanie przed obrazem, może powiedzieć: piękna róża. Jednak gdy wyciągnie rękę i dotknie różanego płatka, poczuje chropowatość farby, nie gładkość rośliny.
A teraz rozważmy mnie.
***
Ten bękart, Juan de Austria, nie znał się na sztuce. Kiedy zobaczył mnie w pracowni mistrza, powiedział: „Ten”. I to wszystko. Nie docenił ani kunsztownej rzeźbiarskiej roboty, ani starannie dobranych barw, ani jednej w swoim rodzaju symetrii, która wyznaczała kształty mojego ciała. Nie docenił kątów prostych, którym mnie przypisano, i słońca z pozłacanymi promieniami, które umieszczono nad moją głową. Jak mógł docenić, skoro się nie znał? „Ten”. I już zakryto mnie płótnem, już niesiono przez wąskie uliczki, do portu.
Na nabrzeżu stały galery. Rzędy podniesionych wioseł wydawały mi się strażą pełniącą honorową wartę na moją cześć, a strzelające w górę maszty pieściły mój wzrok wspaniałą linią prostą. Marynarze na mój widok podnosili ręce do czoła, ramion i serca, majtkowie klękali.
Odprawiono mszę, mnie poświecono, bękartowi życzono zwycięstwa i wśród okrzyków i modlitw wyruszyliśmy. Płynęliśmy na wschód, co bardzo mi się podobało, bo codziennie rano to ja pierwszy czułem na sobie ciepło promieni słonecznych. Nasza eskadra powiększała się z każdym dniem. Dołączały do nas galery i galeasy, a ich dowódcy przybywali na pokład pokłonić się cesarskiemu bękartowi. De Austria wskazywał na mnie. „On da nam zwycięstwo”. Kiwali głowami, żegnali się pobożnie. Widziałem w ich oczach nadzieję, ale nie zdawałem sobie sprawy, że to wszystko ma coś wspólnego ze mną – materialnym, drewnianym. Oczywiście wiedziałem, że ma to wiele wspólnego z Nim.
Wkrótce było nas już tak wiele, że zakryliśmy sobą horyzont. Po wieki wieków, nigdy jeszcze chrześcijański świat nie zgromadził tak wspaniałej floty! Nigdy jeszcze tylu świetnych marynarzy nie oddało się pod komendę jednego dowódcy! Wiedziałem, że płyniemy na bitwę, ale – co tam bitwa! W moim pojęciu była tylko po to, byśmy mogli zwyciężyć. Myślałem tak do ostatniej chwili, do samego październikowego poranka Anno Domini 1571.


