Suseł Snu ma o sobie dobre zdanie

Styczeń 12, 2012 Dodaj komentarz

Był środek zimy, która w tym roku nie nadeszła. Suseł Snu siedział przed jamką wyrwany z kontekstu.
– Tak dalej być nie może! – usłyszał nagle głos mocny i zdecydowany. – Suśle, wstań!
Suseł podniósł oczy i zobaczył Społecznego Aktywistę.
– Gnuśniejesz suśle – zawyrokował Aktywista. – Gnuśniejesz, kacapiejesz i się memłasz. Dziady walczyły o wolność i demokrację, a ty bezrefleksyjnie konsumujesz owoce ich wysiłku, zanurzony w nihilizmie i indyferentny dla wspólnej sprawy…
– …susłów?
– Generalnie ssaków – Społeczny złapał oddech. – Chodzi o to, że się nie angażujesz, nie uczestniczysz i nie wnosisz.
– Ale również nie wynoszę.
- Że co? – Społeczny łypnął okiem. – Jesteś bierny i wyzywająco neutralny.
– Jak Szwajcaria? Czy jak Szwecja?
Społeczny Aktywista zawahał się.
– No nie wiem – przyznał. – Ale…
– Wieczyście czy nie?
Społeczny cofnął się o krok.
– Ale o co chodzi? – zapytał zbity z tropu.
– Głównie o pogodę.
– To znaczy?
– Nie mogę spać w tym cieple – wyjaśnił suseł.
Społeczny Aktywista zastanowił się.
– Udręka dzikiego gatunku. Przyroda cierpi przez globalne ocieplenie, efekt rozbuchanego ludzkiego konsumpcjonizmu.
– Bardzo cierpi – suseł zaakcentował „bardzo”.
– Tak, tak. Coś trzeba zrobić. To może ja się z ekologami skontaktuję?
– Można – zgodził się łaskawie suseł.
– Kampania z insomicznym susłem na sztandarach… Udostępni pan wizerunek?
– Muszę zadzwonić do swojego prawnika.
– Oczywiście – Społeczny zaczął się wycofywać. – Kiedy mogę się dowiedzieć?…
– Proszę dać mi kilka dni.
Po zniknięciu Społecznego suseł popatrzył w niebo. „Dezorientacja, wybicie z rytmu, odwrócenie uwagi, zmiana tematu, wzbudzenie poczucia winy, ugruntowanie przewagi, odprawienie” – wyliczył w myślach. – „Mistrz”.

Uciekinierzy z dalekiego kraju

Styczeń 4, 2012 Dodaj komentarz

Próba napisania reportażu o mieszkańcach Korei Północnej to ryzykowny projekt. Wiadomo, że reportażysta nie będzie miał szansy podróżować samodzielnie po tym państwie. Nawet jeśli wpuszczą go do kraju komunistycznej dynastii Kimów, towarzyszący mu lokalni „przewodnicy” zadbają, by jego wzrok nie padł na nic innego niż miejscową odmianę wsi potiomkinowskich, a ucho nie usłyszało nic poza obowiązkowymi zachwytami.

A więc – czy jest sens pisać? Barbara Demick, szefowa oddziału „Los Angeles Times” w Pekinie, odpowiedziała na to pytanie twierdząco. Wymyśliła własną metodę opowiadania o Korei: opisała losy kilkorga uciekinierów z jednego miasta – Chongjinu, dawnego ośrodka metalurgicznego. Jej bohaterowie to ludzie z różnych grup społecznych: student, przedszkolanka, lekarka, miejscowa aktywistka. Wszyscy przeżyli straszliwy głód z drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych i wkrótce potem zdecydowali się „zdradzić”.

Dyktatura komunistyczna w odmianie azjatyckiej to system, o którym Europejczykowi się nie śniło. Pomysł, by podzielić społeczeństwo pod względem zaangażowania ideologicznego na kasty, do których przynależność dziedziczy się wraz z urodzeniem, wydaje się żywcem wyjęty z okrutnej antyutopii. W Korei Północnej system taki działa w praktyce – dostanie się na studia, a potem do dobrej pracy, zależy nie tylko od talentów, zaangażowania czy nawet pieniędzy, ale i „ideologicznego urodzenia”. Synowie i córy wrogów ludu nie mają co marzyć o lepszym życiu, i to niezależnie od tego, czy wyprą się rodziców, czy nie.

Najbardziej poruszające fragmenty książki dotyczą klęski głodu, który zapanował w Korei, gdy ustała pomoc gospodarcza płynąca dawniej z ZSRR. Można poćwiczyć na nich kreatywność: wyobraź sobie, czytelniku, że jedzenie dostajesz wyłącznie z prowadzonych przez państwo punktów, gdzie raz w tygodniu, po pokazaniu zaświadczenia z pracy, otrzymujesz odgórnie odmierzony przydział kilku produktów. Pewnego dnia z punktów tych znika żywność, wkrótce zostają zamknięte. Co robisz? Czarny rynek – tak, dopóki masz pracę. A gdy ci za nią podziękują, bo fabryka nie otrzymuje już radzieckiego prądu i staje? Nie masz pieniędzy, nie masz ziemi do uprawiania, nie ma sklepów, nie możesz wyjechać z miejsca zamieszkania. Co robisz?

Książka Demick napisana jest oszczędnym, nienarzucającym się językiem. Brak walorów artystycznych zastępuje oddziałująca na emocje treść. Warto.

Barbara Demick „Światu nie mamy czego zazdrościć” wyd. Czarne, 2011

Świąteczna szczerość Susła Snu

Grudzień 29, 2011 Dodaj komentarz

Zbliżały się święta.
Kiedy Pierwsza Gwiazdka zamrugała na niebie, Suseł Snu naciągnął na uszy wełnianą czapeczkę, okręcił szyję szalikiem i wsunął łapki w jednopalczaste rękawice. Następnie wyszedł przed jamkę, gdzie pod ośnieżoną jodełką zgromadziły się Małe Zwierzątka.
Suseł wciągnął brzuch.
- Dzieje się – szepnęło Pierwsze Małe Zwierzątko.
- Ale jazda – pisnęło Drugie.
- Bez trzymanki – dorzuciło Trzecie.
Najmniejsze Zwierzątko wyjęło z kieszeni dyktafon i podsunęło susłowi pod nos.
Suseł Snu stanął słupka, wziął głęboki oddech – i przemówił ludzkim głosem!
- Lubię…
Zapadła długa cisza.
- Co? – nie wytrzymało Najmniejsze Zwierzątko. – Co lubisz, suśle?
Suseł Snu napiął się cały.
- Pulpety!
- W sosie własnym? – próbowało doprecyzować Najmniejsze, ale jego słowa zagłuszyły oklaski i wiwaty.
Suseł, bardzo z siebie zadowolony, wrócił do jamki i ułożył się do snu.

„Runy Hordów” w grudniu jako ebook

Grudzień 15, 2011 Dodaj komentarz

Miło mi poinformować, że drugi tom „Dolin Mroku” zatytułowany „Runy Hordów” ukaże się jeszcze w grudniu 2011 r – jako ebook.

Więcej informacji znajduje się tutaj.

Suseł Snu spotyka bratnią duszę

Listopad 30, 2011 Dodaj komentarz

Suseł Snu od wielu tygodni drzemał pod pierzyną, kiedy do jego jamki wtargnął Banita ze Świata Idei.
– Mięsssa… – wycharczał Banita.
– Suślego? – pisnął przerażony suseł, błyskawicznie przytomniejąc.
– Gryzonia? W życiu – Banita aż się wzdrygnął. – Schabowego najlepiej. Albo żeberek.
– Nie dysponuję – przyznał za wstydem suseł.
– Więc stek. Mocno krwisty.
– Nie ma.
– A kurzyna? Będzie kurzyna?
Suseł pokręcił głową.
– No to wódki! – zakrzyknął Banita. – Szklankami czyściochę!
Suseł miął w łapkach szlafmycę.
- Też nie ma – zrozumiał Banita. – Czyli nic nie ma.
– Nic – zgodził się suseł.
– Człowiek opuszcza uniwersum wartości gotowy czerpać z życia garściami, a tu – pustka?
– Los bywa złośliwy.
- Dobrze powiedziane – zgodził się smutny Banita. – W ogóle to ja chyba pomyliłem adres. Mówiono mi, że tu… uciechy ciała…
– Ciało jest naczyniem grzechu.
– To ja już pójdę – szepnął przygnębiony Banita i zniknął.

„Przyjacielu…” – pomyślał czule Suseł Snu, moszcząc się wygodnie w łóżeczku. „Gdybyś tylko mnie tak gwałtownie nie obudził…”

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.